Autopromocja

"Blue Highway": Bezdroża

"Blue Highway" Kerry Bishé
"Blue Highway" Kerry BishéMedia
13 marca 2014

„Blue Highway” zatrzymuje się w pół drogi pomiędzy „Do utraty tchu” Godarda a „Paryż, Teksas” Wendersa. Film Kyle’a Smitha jest napędzany przez kinofilską pasję i młodzieńczy entuzjazm, a jednocześnie ma w sobie spory ładunek refleksyjności.

 Młody reżyser demonstruje talent, który pozwala mu przekuć potencjalne wady w istotne atuty. Wynikająca z niewielkiego budżetu realizacyjna prostota nadaje filmowi smak autentyzmu, a monotonia podróży przez Stany Zjednoczone pozwala młodym Amerykanom na przerzucanie się błyskotliwymi dialogami. Smith bynajmniej nie idealizuje Dillona i Kerry, ale pała do nich szczerą sympatią. „Blue Highway” emanuje szczególnym rodzajem ciepła sprawiającym, że z miejsca chcielibyśmy zająć miejsca w samochodzie bohaterów i uczestniczyć w ich eskapadzie. Reżyser dba o to, by – jak w najlepszych filmach drogi – realna podróż zyskała również znaczenie metaforyczne. W „Blue Highway” Dillon i Kerry nieustannie lawirują między miłością i przyjaźnią, wzniosłością i trywialnością, dowcipem i goryczą. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że Smithowi udało się nakręcić najlepszy film o spóźnionym dojrzewaniu od czasu „Frances Ha”. Dillon i Kerry – tak jak tytułowa bohaterka dzieła Baumbacha – celebrują poczucie beztroski, lecz jednocześnie dążą do osiągnięcia stabilności. Pełni obaw i nadziei miotają się pomiędzy sprzecznymi pragnieniami i próbują pogodzić je za sprawą zbawiennego kompromisu.

O inteligencji bohaterów świadczy charakteryzująca ich samoświadomość. Dillon i Kerry doskonale wiedzą, że zadawane przez nich pytania stanowią kolejne warianty typowych dylematów ich rówieśników. Także dlatego lustrzane odbicie swoich problemów odnajdują w ulubionych filmach. Powracające w rozmowach młodych Amerykanów kino pomaga okiełznać poczucie osamotnienia i wprowadza do ich chaotycznego życia odrobinę porządku. Reżyser udowadnia, że doskonale panuje nad swoją fabułą. Celowo pozostawia nas z poczuciem niedosytu, który wynika z przeświadczenia, że nasza znajomość z Dillonem i Kerry kończy się stanowczo za wcześnie. Nie może być jednak inaczej, jeśli bohaterowie kończą podróż przez pewien etap swojego życia. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że znajdą swoje miejsce w dorosłej rzeczywistości, a za jakiś czas spotkają nas znowu gdzieś na bezdrożach Ameryki.

Źródło: Newseria.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png