Podobno znany polski pisarz zwierzył się ostatnio w rozmowie ze znajomym: „W zeszłym roku przeczytałem dwie dobre rzeczy. Biblię i swoją książkę”. Po obejrzeniu „Tylko kochankowie przeżyją” łatwo uwierzyć, że równie arogancka deklaracja mogłaby paść z ust Jima Jarmuscha.
Nowy film reżysera okazuje się niewiele lepszy od narcystycznego „Limits of Control”. „Kochankowie…” powstali jakby w reakcji na fatalne przyjęcie tamtego tytułu. Jarmusch z mieszaniną gniewu i rezygnacji maluje na ekranie portret artystów, którzy chcieliby być więksi niż otaczająca rzeczywistość. Ostentacyjnie manifestowana megalomania opiera się jednak na wątłych podstawach. Zniesmaczeni teraźniejszością bohaterowie oddają się jałowej grze skojarzeń i pustym popisom erudycji. Pomiędzy kolejnymi cytatami z Cervantesa i Szekspira Adam i Ewa usiłują ocieplić swój wizerunek za sprawą nieszczególnie wyrafinowanej ironii. Skutek pozostaje jednak odwrotny od zamierzonego. W swych najgorszych partiach „Kochankowie…” są po prostu niezamierzenie śmieszni.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.