„Metro” to w najlepszym przypadku dobrze odrobiona lekcja ze schematów amerykańskiego kina katastroficznego.
Jakie metro, taka katastrofa. W warszawskiej kolejce podziemnej niedawno zapalił się jeden z wagonów (szczęśliwie obyło się bez ofiar). Szczęśliwie nie był to wagon z rosyjskiego taboru, bo wyobrażam sobie, że część widzów poszłaby do kina na „Metro”, szukając choćby takiej satysfakcji. Katastrofa w filmie Antona Megerdicheva jest bowiem odpowiednio bardziej spektakularna – stara konstrukcja moskiewskiego metra nie wytrzymuje napięcia, część tuneli zalewa woda, a całej stolicy grozi zapadnięcie w głąb ziemi. Grupa ludzi, która przeżyła w wykolejonym pociągu metra, zaczyna żmudną wędrówkę tunelami kolejki, by wydostać się na powierzchnię, co okaże się zaskakująco trudne.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.