Autopromocja

"Pussy Riot. Modlitwa punka": Troskliwe boginie zemsty

"Pussy Riot. Modlitwa punka"
"Pussy Riot. Modlitwa punka"Media
19 listopada 2013

„Pussy Riot. Modlitwa punka” jest wybuchowa niczym koktajl Mołotowa i dotkliwa jak cios milicyjną pałą. Dokument Mike’a Lernera i Maxima Pozdorovkina przekonuje, że punk nie umarł, nawet jeśli jest więziony w obskurnym łagrze.

 Nie da się ukryć, że rosyjskie prowokatorki do perfekcji opanowały sztukę autopromocji. Wciąż pozostają jednak bardziej autentyczne niż większość ich kolegów z Zachodu, którzy po wykrzyczeniu ze sceny paru alterglobalistycznych haseł znikają we wnętrzach luksusowych limuzyn. Można bronić tezy, że kontrowersyjny performance w moskiewskiej cerkwi był raczej szczeniackim wybrykiem niż sensowną manifestacją opozycyjnej siły. Wydaje się jednak, że w nierównej konfrontacji z sojuszem tronu i ołtarza wszystkie chwyty można uznać za dozwolone. Żadnych wątpliwości dotyczących swoich bohaterek nie mają twórcy „Modlitwy punka”. Drobiazgowe analizowanie strategii Pussy Riot wyglądałoby zresztą dość śmiesznie w kontekście zespołu, który w refrenie najważniejszej piosenki umieszcza frazę o „Bożym gównie”. Zamiast wikłać się w nudne dysputy, Lerner i Pozdorovkin dają się ponieść anarchistycznej energii rosyjskich aktywistek.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.