Autopromocja

Andrzej Sapkowski "Wiedźmin. Sezon burz" - recenzja

"Wiedźmin. Sezon Burz"
"Wiedźmin. Sezon Burz"Media
15 listopada 2013

Lekturze „Wiedźmina. Sezonu burz” towarzyszy spektrum emocji – od zdumienia po radość, od rozczarowania po zachwyt

Niech ktoś mi pokaże drugi polski produkt popkultury, który budziłby tak silne emocje. O wiedźminie piszą i mówią wszyscy – tyle że przez ostatnich kilka lat mowa była o spektakularnym sukcesie, jaki odniosła gra oparta na twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Tymczasem właśnie dostaliśmy do rąk nową powieść o zabójcy potworów. Nie mam wątpliwości, że wielu czytelników na tę książkę czekało bardzo długo. Pewnie równie wielu sądziło, że owa książka nigdy nie powstanie – Sapkowski doskonale przecież poradził sobie z nowymi literackimi wyzwaniami. Jego rozpoczęta „Narrenturmem” trylogia husycka to rzecz wielka, choć mam wrażenie, że mocno niedoceniona: „poważni” krytycy literaccy nie byli chyba gotowi zniżyć się do poziomu prozy masowej, wielbiciele fantasy wciąż płakali po wiedźminie. No to teraz Geralt z Rivii wrócił.

Zgodnie z zapowiedziami autora to nie jest kontynuacja sagi, raczej rodzaj prequela. Chronologicznie toczy się przed wydarzeniami z opowiadania „Wiedźmin” (tego, w którym bohater odczarowywał zamienioną w strzygę córką króla Foltesta). Geralt przymuszony trudną sytuacją przyjmuje zlecenie od grona czarodziejów, którzy, jak wiadomo, za wiedźminami – a już zwłaszcza za tym konkretnym – nie przepadają. Tym razem topór wojenny musi zostać zakopany: okolice terroryzuje przywołany przez jednego z magów demon. I to Geralta zadaniem będzie demona pokonać oraz zdemaskować tego, kto go przywołał.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.