„The Paradigm Shift” to stary dobry Korn i pierwszy od dekady album nagrany z gitarzystą Headem.
"Paradigm shift” – „zmiana paradygmatu” – to w języku nauki rewolucyjna przemiana w obrębie danej dziedziny (taka, jaką na przykład w astronomii wywołały odkrycia Kopernika). Może też oznaczać całkowitą, radykalną zmianę poglądów. W przypadku najnowszej płyty Korna może co najwyżej oznaczać decyzję gitarzysty Briana „Heada” Welcha o powrocie do zespołu po niemal dziesięcioletniej przerwie, bowiem w sferze muzycznej wielkich zaskoczeń spodziewać się nie należy.
Oczywiście „The Paradigm Shift” to płyta inna niż poprzedni krążek grupy „The Path of Totality”. Po szalonych, elektronicznych eksperymentach (przypomnijmy, że tamtą płytę Korn nagrywał z udziałem m.in. Skrillexa) zostały już tylko ślady, choćby w singlowym numerze „Never, Never”. Tak jakby wraz z Headem wrócił stary Korn oparty na ciężkich gitarowych riffach i dudniącym basie. Ale przecież i do takich zmian ekipa Jonathana Davisa zdążyła już przyzwyczaić słuchaczy. Od paru lat Korn odważnie poszerza granice swoich muzycznych poszukiwań. Potrafi na jednym albumie wrócić do surowego brzmienia z początków kariery, by na kolejnym połączyć siły z młodymi gwiazdami dubstepu i electrohouse’u. Raz zespół wzbogaca swoje numery o łagodną elektronikę, by potem zaatakować słuchaczy wściekłym metalem. To zresztą jedna z zalet tego zespołu – choć Korn ma rozpoznawalne od pierwszych sekund brzmienie, wciąż potrafi zaskakiwać.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.