W pierwszym odruchu „Śpiącą piękność” można by uznać za australijski odpowiednik „Sponsoringu” Małgorzaty Szumowskiej. Sprawa jest jednak nieco bardziej skomplikowana.
Debiutująca w roli reżyserki Julia Leigh chętnie operuje estetyką „Piękności dnia” Luisa Buñuela, sama historia miejscami zdaje się nawiązywać do „Rzeczy o mych smutnych dziwkach” Gabriela Garcii Márqueza. To dziwny film, który bardziej niż spójną opowieść często przypomina sekwencję urodziwych obrazów, widz zaś do samego końca nie potrafi się połapać, kim jest główna bohaterka. Grana przez Emily Browning Lucy to studentka, która chcąc zarobić na czynsz, łapie się najosobliwszych zajęć. Dorabia jako pomoc w biurze, wieczorami pracuje jako kelnerka, od czasu do czasu uczestniczy w tajemniczych eksperymentach laboratoryjnych, które wykonuje jej kolega. Lucy nie ma pieniędzy, ale ma coś wyjątkowego – urodę. Jej alabastrowa cera, idealne proporcje ciała i dziewczęcy wdzięk od razu przyciągają uwagę tajemniczych pracodawców, którzy zapraszają dziewczynę na rozmowę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.