Autopromocja

Placebo "Loud Like Love" - recenzja

Placebo "Loud Like Love"
Placebo "Loud Like Love"Media
13 września 2013

Najnowszy album Placebo „Loud Like Love” na pewno nie rozczarowuje, ale czy jest kolejnym krokiem milowym w karierze Briana Molko i spółki?

Ile można śpiewać o mrocznych odcieniach miłości? Jak długo można katować egzaltowanym wokalem i ocierać się o nieznośne emo? Placebo robi to od 20 lat i o dziwo wychodzi z tego zwycięsko. To, że nie zamierza się zmieniać, pokazuje na swoim siódmym krążku „Loud Like Love”. Założyciel zespołu, wokalista Brian Molko, powiedział o tym krążku magazynowi „Rolling Stone” przytaczanemu przez polską fanowską stronę PlaceboWorld.pl: „Odzwierciedla najciemniejsze zakamarki miłości – obsesję, pożądanie, brak miłości, zazdrość i złamane serce. Co prawda pierwsza piosenka jest wesoła, ale natychmiast wracamy do ciemności, a album kończymy we łzach, bo miłość kończy się we łzach”. Lekko to infantylne, ale prawdziwe. Tak jak miłosne opowieści Molko, którymi karmi nas od czasu debiutanckiego krążka „Placebo” z 1996 r.

Kiedy zaczynali, kończyła się era grunge, rządził brit pop. W tym momencie Placebo postanowili, podobnie jak chociażby Suede, delikatnie przypomnieć glam rocka w stylu Davida Bowiego. Zresztą Molko i Bowie wielokrotnie spotkali się na scenie. Najpierw Placebo otwierali koncerty Davida, później zagrali na jego 50. urodzinach, do tego wystąpili razem podczas ceremonii BRIT Awards, wreszcie nagrali wspólną piosenkę. Placebo odwoływali się też do Nowej Fali, zadziornego rocka. Inspirowali się The Smiths, Depeche Mode, Pixies czy T.Rex. Zresztą własne wersje numerów tych artystów umieścili nawet na płycie „Covers” (2003). „The Cure, Smashing Pumpkins, Nine Inch Nails podobnie jak my odkrywają przed fanami mroczną stronę ludzkich emocji. To jest szczere i dotyka wielu ludzi. Wszyscy trzej w zespole dorastaliśmy, czując się jak outsiderzy, i nasza muzyka jest robiona przez outsiderów dla outsiderów” – mówił wiele lat temu Molko. Dzisiaj, jak sam przyznaje, zamiast imprezować, po koncertach wracają grzecznie do autobusu. „Przestaliśmy brać narkotyki, teraz po koncertach smakujemy herbaty z całego świata”. Czy to znaczy, że z dawnych egzaltowanych freaków, którzy sprzedali kilkanaście milionów płyt, nie zostało już nic? Nie do końca. Co prawda poprzedni krążek „Battle for the Sun” sprzed czterech lat zwiastował zniżkę formy, to „Loud Like Love” powinno się spodobać, i to nie tylko fanom angielskiego bandu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png