Dokument Matthew Akersa doskonale pokazuje, że kariera Mariny Abramović to konsekwentna próba udowodnienia, iż własne ciało może być narzędziem sztuki.
Znakiem rozpoznawczym Abramović jest fizyczność. W kontakcie z artystką nie ma żadnej przesłony – obrazu, rzeźby czy wyrozumiałej makatki. Oto moje piersi, spocone pachy, zrogowaciałe stopy, twarz po botoksie. Jestem dziełem sztuki, a raczej sztuką przeprowadzającą nieustanny eksperyment z możliwościami percepcyjnymi widza.
Nie każdy może być Mariną Abramović, nie wszystkie sflaczałe bicepsy i rozpasane tatuaże zuniwersalizują się w opowieść o, pompatycznie rzecz nazywając, człowieczeństwie. Czy jednak w karierze artystki sztuki performance wszystko było szczere? Nie znajdziemy odpowiedzi na tak postawione pytanie, być może ona sama nie potrafiłaby na nie odpowiedzieć.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.