W swojej replice na moją odpowiedź, p. Radziejowska, kierowniczka delegatury zewnętrznej Instytutu Pileckiego w Berlinie, po raz kolejny próbuje dezawuować moje badania. Głównie ma żal o to, że nie odnoszę się do jej - rzekomo rzeczowych argumentów. Rzeczywiście, nie traktuję p. Radziejowskiej jako samodzielnej badaczki, lecz jako urzędniczkę państwową, atakującą niezależnych badaczy Zagłady w ramach wykonywania swoich obowiązków służbowych i dlatego też nie mam specjalnej ochoty wchodzić z nią w polemikę. Moje słowa, które p. Radziejowska odbiera jako argumenty “ad personam”, należy traktować jako “argumenti ad institutionem”, czyli wobec instytucji, której autorka jest pracownicą.
Wysyłając mój poprzedni komentarz do słów p. Radziejowskiej, zaznaczyłem w liście do redakcji, że nie będę już więcej angażował się w wymianę z osobą, która nie ma w mojej dziedzinie żadnego dorobku. Zwróciło się do mnie jednak kilku historyków, których zdanie sobie cenię, prosząc mnie, żebym się do zarzutów odniósł - ze względu na to, że DGP jest pismem cieszącym się świetną opinią, którego czytelnicy zasługują na więcej. Tytułem przykładu, odniosę się wobec tego do kilku “argumentów” p. Radziejowskiej.
1. Pisze Radziejowska: “Czytelnik rozdzialu o powiecie wegrowskim w „Dalej jest noc” nie dowie sie, że żaden z wymienionych przez niego zbrodniarzy z Węgrowa i okolic, a także wielu innych, o których informuja niemieckie dokumenty śledcze, nigdy nie stanął przed sądem”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.