Mamy kolejny mocny głos wskazujący, że firmy z branży nowych technologii to współczesne potwory Frankensteina.
Reklama
DGP
„Niemal dwa lata pracowałem co sił, mając cel jedyny: tchnąć życie w nieożywione ciało (…) Lecz teraz, gdy dzieło było dokonane (…) serce moje wypełnił wstręt i zgroza, od której brakło mi tchu” – to cytat z powieści Mary Shelley z 1818 r. Figura stwora powołanego do życia przez naukowca i filozofa Wiktora Frankensteina jest czytelna: oto twór ludzkiej przemyślności ożywa, jednak w rzeczywistości okazuje się być inny, niż spodziewał się jego twórca. Podobnie jest z branżą nowych technologii internetowych. Wiara w to, że świat powiązany siecią będzie lepszy i sprawiedliwszy, ustąpiła miejsca strachowi. Przerażeniu, że oto najwięksi zwycięzcy internetowej gorączki wezmą wszystkich pod but i zmienią nasz świat w gorsze miejsce. Zresztą już to robią.
Takie jest przesłanie książki Rany Foroohar. To amerykańska dziennikarka ekonomiczna o znacznej w świecie anglosaskich mediów renomie. Pracowała w amerykańskim „News weeku”, w magazynie „Time”, a obecnie jest członkinią redakcji londyńskiego „Financial Timesa” i analityczką CNN. Foroohar zajmowała się kiedyś sektorem finansowym. Obserwowała najpierw bezprecedensowy wzrost potęgi gigantów z Wall Street oraz City, a potem tego wzrostu fatalne skutki, czyli krach 2008 r. Dziś Foroohar twierdzi, że „Big Finance” było wczoraj, a teraz żyjemy w czasach, gdy prawdziwym królem świata jest „Big Tech”, czyli grupa firm technologiczno-internetowych: Google, Apple, Facebook, Amazon. Foroohar do tej grupy dodaje jeszcze Netflixa. Czyli w skrócie FAANG. Choć po polsku lepiej i trafniej brzmi akronim FANGA.
I o tym jest właśnie „Nie czyń zła”. Opisuje ze szczegółami, jak doszło do tego, że Google czy Netflix dały reszcie świata bolesną fangę w nos. Koncentrując w swoich rękach ogromną część rynku reklamowego, danych osobowych, handlu i nowych technologii. A także tzw. rynku uwagi, zmieniając ludzkie zachowania i uzależniając od swoich produktów kolejne pokolenia odbiorców. Foroohar pisze też o tym, jak to się stało, że FANGA unika od lat postępowań antymonopolowych i skutecznie obezwładnia krytyków mieszanką argumentów wolnościowych, libertariańskich, merkantylnych, prawniczych i naukowych. Krótko mówiąc: czyni zło. Choć właśnie „nie czyń zła” („don’t be evil”) było pierwszym przykazaniem na liście zasad, których w swoich pionierskich czasach miał się trzymać Google.
Wystąpienie Foroohar nie jest pierwszym głosem ostrzegającym przed zgubnym wpływem poczynań FANGA na gospodarkę, społeczeństwa oraz stan demokracji. Tego typu głosy można było usłyszeć już od kilkunastu lat. Książka czołowej analityczki i publicystki mediów amerykańskiego głównego nurtu pokazuje jednak, że nawet tam świadomość problemu nabrzmiewa. Co daje szanse na to, że ktoś wreszcie da grupie FANGA bardzo bolesnego prztyczka w nos. A może nie tylko prztyczka, ale wręcz fangę. Należy się im.