statystyki

Diablo zdolny reakcjonista. Rafał Woś recenzuje "Germanofila"

autor: Rafał Woś11.09.2020, 08:45; Aktualizacja: 17.09.2020, 22:19
Niemiecki żołnierz, II wojna światowa

Niemiecki żołnierz, II wojna światowaźródło: ShutterStock

Piotr Zychowicz uparcie domaga się rewizji dogmatów polskiego myślenia o historii. Znów przekonuje, że sojusz z III Rzeszą przeciw Rosji był ratunkiem dla Polski w 1939 r. A ponieważ umie dobrze pisać, to jego nową książkę – choć z zaciśniętymi zębami – trzeba wziąć do ręki.

Krytycy „Germanofila” ponownie zarzucają Zychowiczowi „pisanie pod tezę”, „braki warsztatowe”, „gdybologię” i polityczną „naiwność” w ocenie historii. I owszem – mnie również Zychowicz irytuje. Swoją zapiekłą antyradzieckością. Wynikającą – jak sam kiedyś napisał – z przekonania, że (cytuję z pamięci, niech mnie Zychowicz poprawi, jeśli się mylę) najlepszym systemem politycznym były oświecone monarchie XIX w. Więc demokratyczne i autorytarne eksperymenty, które pojawiły się w Europie po I wojnie światowej, to w gruncie rzeczy jedno i (prawie) to samo zło. A ZSRR to zło największe. Również dlatego, że było ono państwem poważnym i trwającym, w przeciwieństwie do krótkotrwałych eksperymentów Hitlera czy Mussoliniego.

Żeby było jasne – uważam, że Zychowicz błądzi, pomijając w historycznych rozważaniach kontekst społeczny: choćby poziom nierówności ekonomicznych w II RP czy strukturalny wyzysk robotników i chłopów przez sanację. W efekcie historia to dla niego dzieje ziemiańsko-inteligenckiego salonu, którego przedstawiciele snują wielkie plany i ekscytują się postszlacheckim etosem „służby ojczyźnie” w oderwaniu od realiów, nastrojów większości społeczeństwa i procesów ekonomicznych.

Nie można jednak nie dostrzegać, że Zychowicz, ten konserwatysta i reakcjonista, to dobry pisarz. I to nie – jak powiadają jego krytycy – „mistrz autopromocji jadący na przemyślanych prowokacjach”. Bzdura. Czytając „Germanofila”, widzimy, że jest to autor uczciwy, który nie mami i nie łudzi czytelnika. Tylko traktuje go poważnie, wychodząc z założenia, że Polak w 2020 r. może przeczytać o Studnickim i rozważyć, co by było, gdybyśmy w 1940 r. mieli swojego Quislinga. Kolaboranta gotowego sprzymierzyć się z nazistami nie dla osobistej korzyści, lecz w celu przeprowadzenia wypracowywanego latami programu politycznego.


Pozostało 45% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie