„Trąd w Pałacu Sprawiedliwości“ Ugo Bettiego jest ważnym tytułem na zawodowej drodze Gustawa Holoubka. W tej sztuce debiutował w Warszawie. Po latach z sukcesem wyreżyserował ją w Teatrze Telewizji. Cały spektakl można zobaczyć w serwisie Ninateka.pl.

„To jest obrzydliwy pałac. Prawdziwy labirynt. Obecnie, niestety, nie pachnie tu zbyt ładnie, jakby jakaś zdechła mysz leżała w którymś kącie” – mówi Archiwista. W dramacie Ugo Bettiego zbrodnia przewrotnie zdarza się w miejscu, w którym słowo „sprawiedliwość” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Ofiarą staje się zamożny, szanowany obywatel, a krąg podejrzanych obejmuje sędziów, którzy na co dzień ferują wyroki. W tytułowym Pałacu Sprawiedliwości rozpoczyna się śledztwo. Ma wyjaśnić nie tylko morderstwo, ale też zdiagnozować inne choroby, którymi zarażone jest środowisko stróżów prawa. W przedstawieniu w reżyserii Gustawa Holoubka, metodycznie, krok po kroku, odkrywane są motywacje działań bohaterów, ich ukryte intencje i skrywane powiązania. Cust – postać kreowana przez reżysera – prowadzi cyniczną i inteligentną grę o przejęcie schedy po starzejącym się zwierzchniku sądu. W bezwzględności nie ma sobie równych nawet w świecie, w którym każdy ma coś na sumieniu.

Personalia

Reklama

Grając w telewizyjnym spektaklu sędziego Custa, Holoubek wracał do roli, którą w 1958 roku debiutował w Warszawie na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego. Wywołał wtedy duże poruszenie. Grał inaczej niż aktorzy stołecznych scen. „Wprowadził aktorstwo osobiste, osobowościowe, referował rolę poprzez siebie” – wspominał Zbigniew Zapasiewicz. Holoubek też był zaskoczony, niestety negatywnie. W postawie aktorów warszawskich raził go przede wszystkim brak prawdy, nadmierna deklamacja, sztuczność, emfaza. „Mój bunt polegał na tym, żeby powiedzieć Warszawce, że tak się nie gra” – mówił po latach. „Jego bohater wydaje się zawsze człowiekiem współczesnym” – pisał już w 1959 roku Andrzej Władysław Kral. Holoubek jako aktor i jako reżyser pozostał wierny swoim założeniom, tworząc teatr, który określano mianem intelektualnego i zdystansowanego. Kiedy pytano go o tajemnicę intelektualnego aktorstwa, odpowiadał żartem: „Staram się przedłużać dźwięki”.

Reklama

Głosy z widowni

Przedstawienie nie gubi atrakcyjności wątku kryminalnego, a jednocześnie przedstawia mechanizmy walki o władzę. Do dziś robi wrażenie: „Obserwujemy w tym spektaklu niebezpieczne związki pozoru prawdy z realnym złem” – pisał kilka miesięcy temu autor bloga teatralnego „Okiem widza”.

Na marginesie

Dramaturgiczny chwyt włoskiego autora polega na tym, że na początku sztuki główny bohater w ogóle nie zabiera głosu. Cust pozostaje na drugim planie. Czyta z boku prasę. Zbigniew Raszewski notował w Raptularzu przy okazji spektaklu z 1958 roku: „Na scenie gromada asów i tuzów. W pewnej chwili w głębi, ale z prawej strony, nie na wprost nas, wchodzi aktor niepozornej powierzchowności, nie patrzy na nikogo, siada sobie (tam w głębi) i spokojnie zaczyna czytać gazetę. Asy i tuzy nadal perorują, ale już nikt ich nie słucha. Wszyscy wpatrują się zafascynowani w tę zagadkową postać z gazetą. To było wejście prowokacyjnie nijakie”.

W telewizyjnym przedstawieniu kamera przez kilka długich minut zdaje się omijać Custa, odsuwać od niego naszą uwagę. Co czyta Cust-Holoubek? Nie jest to gazeta zszyta w pracowni rekwizytorskiej. Aktor ma w ręku aktualny (1970 rok) numer włoskiego magazynu „Epoca”. Na okładce nazwisko: Pietro Valpreda. To włoski anarchista niesłusznie skazany za podłożenie w 1969 roku bomby w Mediolanie. Za niepopełniony czyn przesiedział w więzieniu ponad dwa lata. Z zarzutów oczyścił się w roku 1985. Taka sprawiedliwość.

Cały spektakl można zobaczyć w serwisie Ninateka.pl >>>