Na kapitalizm można patrzeć wąsko – wtedy koncentrujemy się na procesach ekonomicznych. Na wiecznym przeciąganiu liny pomiędzy kapitałem a pracą, które zazwyczaj kończy się zwycięstwem tego pierwszego żywiołu. To rozmowa o produkcji i o bezrobociu, inflacji i deflacji, o nierównościach i ich wpływie na popyt oraz podaż.
Ale przecież wszystkie te ekonomiczne zjawiska mają swoje konsekwencje również na innych polach – w literaturze, w filmie, w muzyce, nawet w grach. Poszukiwanie tych tropów może być pasjonujące i pouczające. Zwłaszcza jeśli robi to Mark Fisher.
Zmarły w 2017 r. Brytyjczyk pozostawił po sobie ciekawy dorobek. Sławę dał mu blog o nazwie K-punk. Jeden z krytyków nazwał go „jednoosobowym magazynem, lepszym niż wszystkie inne magazyny w Wielkiej Brytanii”. W 2009 r. Fisher wydał książkę „Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?”, która przyniosła mu uznanie i pozwoliła poszerzyć grono wyznawców.
ikona lupy />
DGP
„Realizm kapitalistyczny” jest pojęciem podobnym do „socrealizmu”. Różnica polega na tym, że socrealizm był nieudaną próbą przechwycenia wszystkich kanałów ludzkiej ekspresji – filmu, książki, teatru czy architektury, a realizmowi kapitalistycznemu się to udało. W eseju otwierającym książkę Fisher cytuje stwierdzenie słoweńskiego filozofa Slavoja Žižka, że „łatwiej wyobrazić sobie koniec świata, niż koniec kapitalizmu”.
Dlaczego tak się dzieje? Głównie dlatego, że tak mocno zdominował on kulturę. O wiele łatwiej znaleźć w niej wizje straszące brakiem kapitalizmu, dystopie łączące jego upadek z autorytarnym piekłem oraz gospodarczym upadkiem. Alternatywy nie ma. Trzeba być bardzo uważnym – a może nawet ponadprzeciętnie błyskotliwym obserwatorem – by w kulturze znaleźć okruchy alternatywy. Tylko że należy je dopiero pozbierać. Ale do tego potrzeba łebskiego przewodnika. I to jest właśnie Mark Fisher – na tym polega fenomen jego pisarstwa.
Brytyjczyk prowadzi nas przez gąszcz utworów: od Franka Millera, przez Jamesa Ellroya (tego od kryminałów), po Martina Scorsese. Od teorii krytycznej, Jeana Baudrillarda i Alaina Badiou, po Supernianie i Jamiego Oliviera. Wychodzi nam z tego gęsta strawa dla ducha i dla intelektu. Być może pamiętają państwo recenzowaną w tym miejscu przed trzema laty książkę Przemysława Witkowskiego „Chwała Supermenom” – w której autor poddał wiwisekcji świat polskich (i nie tylko polskich) utworów kultury z lat 90. i 2000. Od serialu „W labiryncie” po hity Netflixa oraz HBO. Książka Fishera jest podobnym przewodnikiem. Nawet ważniejszym – bo wyznaczającym sposób studiowania kultury: bawienia się nią, ale jednocześnie wyczulenia na to, by głębsze tropy w niej zawarte gdzieś nam w zgiełku nie umykały.
Mark Fisher, „Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?”, przeł. Andrzej Karalus, Książka i Prasa, Warszawa 2020