"Została przechwycona transmisja nieznanej radiostacji na terenie Finlandii” – poinformowało słuchaczy przed południem 30 listopada 1939 r. Radio Moskwa. Wedle doniesień rozgłośni fińscy komuniści powiadamiali świat, że powołali „demokratyczny rząd Finlandii z Otto Wille Kuusinenem na czele”.
W jaki sposób sekretarz Kominternu, który 20 lat wcześniej próbował na polecenie Włodzimierza Lenina utworzyć w ojczystym kraju bolszewicki rząd, znalazł się nagle w Finlandii – nie wyjaśniono. Natomiast czujnością mogło się pochwalić sowieckie lotnictwo, które zaczęło bombardowanie Helsinek, nim jeszcze Radio Moskwa przekazało najważniejszą tego dnia wiadomość.
„Było jasno i słonecznie” – wspominał ów dzień fiński marszałek Carl Gustaf Mannerheim. „Większość osób, które jesienią opuściły stolicę, powróciło z tymczasowych miejsc pobytu, toteż w godzinach porannych ulice pełne były dzieci i dorosłych idących do szkoły i do pracy. Nagle na centrum miasta padły bomby, siejąc śmierć i zniszczenie” – opisywał. Tamtego dnia zginęło 97 cywili, a ponad 260 odniosło rany.
Magazyn DGP 6 grudnia 2019 / Dziennik Gazeta Prawna
Na wieść o ataku prezydent USA Franklin D. Roosevelt nakazał ambasadorowi w Moskwie natychmiastowe przekazanie władzom ZSRR noty, w której wzywał do zaniechania „bombardowania ludności cywilnej i nieufortyfikowanych miast”. Po zapoznaniu się z pismem ludowy komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow oznajmił, że sowieckie siły powietrzne nie bombardują miast i nie zamierzają tego czynić.
Gdy 1 grudnia trwały kolejne naloty, sowiecka agencja informacyjna TASS upubliczniła proklamację rządu Ludowej Republiki Finlandii. „Związek Sowiecki, który nigdy nie groził i nie niepokoił Finlandii, który przez dwa dziesięciolecia znosił daleko posunięte prowokacje wojenne ze strony awanturniczych władców białej Finlandii, został teraz zmuszony, by przy pomocy Armii Czerwonej skończyć z zagrożeniem swojego bezpieczeństwa. Szerokie warstwy narodu fińskiego z radością witają dzielną, niezwyciężoną Armię Czerwoną, świadome, że przyszła ona do Finlandii, nie jako zdobywca, lecz jako przyjaciel i wyzwoliciel” – ogłaszali fińscy komuniści w imieniu 4 mln rodaków, którzy okazali się śmiertelnym niebezpieczeństwem dla imperium zamieszkałego przez 168 mln ludzi.

Bratnia pomoc po dobroci

Choć Wielkie Księstwo Fińskie przez sto lat było częścią Imperium Romanowów, to przez lata cieszyło się większą autonomią od np. Królestwa Polskiego. Gdy w 1917 r. Rosja pogrążyła się w rewolucyjnym chaosie, Finowie wykorzystali ten czas, by wywalczyć sobie wolność.
Przewodził im generał carskiej armii Carl Gustaf Mannerheim, który najpierw nakazał rozbroić rosyjskie garnizony, a następnie pobił siły wspieranej przez bolszewików Ludowej Rady Finlandii. Już jako regent królestwa zadbał o to, by w niepodległym kraju odbyły się wybory parlamentarne oraz prezydenckie. Po czym wycofał się z życia politycznego – dopiero wówczas miał czas na naukę fińskiego, bo do tej pory porozumiewał się z rodakami po szwedzku, rosyjsku lub francusku.
Bezpieczne istnienie północnego kraju zdawał się potwierdzać pakt o nieagresji podpisany ze Związkiem Radzieckim w 1932 r. Józef Stalin dał wówczas małemu narodowi nadzieję, iż akceptuje jego prawo do samostanowienia. Te złudzenia zaczęły się rozwiewać 14 kwietnia 1938 r., gdy u ministra spraw zagranicznych Finlandii Rudolfa Holsti pojawił się Borys Jarcew, drugi sekretarz poselstwa w Helsinkach.
„Jarcew, podkreślając poufny charakter misji, zreferował Holstiemu przygotowywany rzekomo w Berlinie plan napaści na Związek Radziecki, uwzględniający niemiecki atak na Leningrad poprzez terytorium Finlandii” – opisuje Andrzej Kastory w monografii „Finlandia w polityce mocarstw 1939–1940”. Gość Holstiego zażądał zgody fińskiego rządu na rozmieszczenie na terenie kraju baz Armii Czerwonej. Obiecywał przy tym, iż „po zakończeniu wojny siły radzieckie natychmiast opuszczą terytorium Finlandii” – pisze Kastory.
Zaszokowany minister spraw zagranicznych powiadomił prezydenta Kyösti Kallio, a ten po konsultacji z rządem odrzucił sowiecką ofertę. W odpowiedzi Moskwa już oficjalnie zażądała od Helsinek oddania wyspy Suursaari (Gogland) i przygranicznego pasa fińskich ziem. Motywując to chęcią odsunięcia granicy od Leningradu, ponieważ Finlandia mogła stanowić zagrożenie dla drugiego co do ważności miasta ZSRR.

Negocjacje w sowieckim stylu

Rząd premiera Aimo Cajandera podjął negocjacje z Kremlem, godząc się nawet na to, by toczyły się one w Moskwie. W tym czasie nowym szefem dyplomacji został wydawca liberalnego dziennika „Helsingin Sanomat” Elias Erkko, znany ze swojej sympatii do krajów anglosaskich oraz dobrych kontaktów z brytyjskimi elitami politycznymi. To właśnie w Londynie oraz Paryżu Finowie gorączkowo poszukiwali wsparcia. Ale zachodnie mocarstwa były zbyt zajęte ekspansywną polityką III Rzeszy, by angażować się w obronę Finlandii.
Dobrze rozumiał to Stalin, powoli osaczając ofiarę. „Choć byliśmy przygotowani na żądania Związku Sowieckiego, nikt nie spodziewał się, że będą one tak wygórowane” – notował marszałek Mannerheim, pełniący wówczas funkcję przewodniczącego Rady Obrony Państwa. Prowadzący negocjacje Mołotow pod koniec 1938 r. domagał się już wszystkich kluczowych wysp w Zatoce Fińskiej, ok. 10 proc. lądowych terenów Finlandii i likwidacji fortyfikacji w Przesmyku Karelskim, które pośpiesznie rozbudowano z polecenia Mannerheima. Zgoda na te żądania oznaczała oddanie kraju na łaskę Kremla.
Fiński rząd grał na czas. Aż 23 sierpnia 1939 r. nadeszła wiadomość z Moskwy, że III Rzesza i ZSRR podpisały układ o nieagresji. W Helsinkach przyjęto to z ulgą, bo odprężenie między dwoma totalitarnymi mocarstwami wytrącało wszelkie argumenty z rąk Kremla mówiące o zagrożeniu, jakie niósł ze sobą przebieg fińskiej granicy. Nie wiedziano, że pakt Ribbentrop-Mołotow zawierał tajny protokół, w którym sygnatariusze dzielili się Europą Wschodnią. Adolf Hitler przystał w nim na to, by Finlandia w całości znalazła się w sowieckiej strefie wpływów.
Jak przerażająca może okazać się prawda, zaczęło Finom świtać, gdy III Rzesza najechała na Polskę, a 17 dni później Związek Radziecki dołączył do rozbioru Rzeczpospolitej. Kolejnym elementem realizacji paktu Ribbentrop-Mołotow stało się otwarte żądanie Moskwy, skierowane do republik bałtyckich i Finlandii, by zgodziły się na rozmieszczenie na swoich terytoriach sowieckich baz. Litwa, Łotwa i Estonia uległy, oddając niepodległość bez walki. Ale Finowie nadal grali na czas. Zirytowany Mołotow 3 listopada 1939 r. zagroził im, że do rokowań zasiądą żołnierze.
Podczas kolejnej tury rozmów w Moskwie przewodniczący fińskiej delegacji Juho Kusti Paasikivi zwrócił się wprost do Stalina, prosząc, by zrozumiał, iż jego kraj ma prawo dbać o własne bezpieczeństwo. „Pakty z Estonią, Łotwą i Litwą nie oznaczały zagrożenia ich niepodległości, przeciwnie, została ona wzmocniona” – odparł spokojnie tyran.
13 listopada 1939 r. na polecenie Stalina wysłannicy z Kominternu pojechali do Sztokholmu, gdzie mieszkał sekretarz generalny Komunistycznej Partii Finlandii Arvo Tuominen i zaoferowali mu stanowisko premiera rządu, który w skandynawskim kraju miała wkrótce zainstalować Armia Czerwona. „Potwierdza to fakt, że rosyjskie przygotowania wojenne rozpoczęły się już na przełomie października i listopada. Szkoda, że uzyskane z wyprzedzeniem przez Tuominena tajne informacje nie zostały udostępnione władzom fińskim” – pisał z żalem Mannerheim.
Gensek odmówił podjęcia się wyznaczonej mu przez Stalina roli. Zaskoczenie było w Moskwie tak wielkie, że – jak opisuje Andrzej Kastory – „21 listopada specjalny kurier przywiózł Tuominenowi polecenie, tym razem radzieckich władz partyjnych”. Stalin nakazywał mu przyjechać do ZSRR i zostać szefem komunistycznego rządu Finlandii. „Kurier domagał sie, aby udał sie on do Moskwy odlatującym nazajutrz radzieckim samolotem. Tuominen i tym razem odrzucił oferowaną mu rolę kolaboranta” – podkreśla Kastory.
Ale przyzwoite zachowanie jednego komunisty nie mogło ocalić Finlandii.

Nadciąga wyzwolenie

Jedynym sukcesem dyplomatycznym, którym mogło się pochwalić fińskie MSZ, było zainteresowanie sprawą prezydenta USA. Od połowy października 1939 r. Roosevelt słał noty dyplomatyczne do będącego formalnie głową sowieckiego państwa przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Michaiła Kalinina, domagając się zagwarantowania, iż Finlandia zachowa niepodległość.
Jednak Kreml ignorował te pisma, bo decyzja o inwazji zapadła – a poprzedziła ją niezbyt starannie przygotowana prowokacja.
Na obrzeżach granicznej wsi Mainila rankiem 26 listopada nagle rozległ się huk i na pozycje czerwonoarmistów zaczęły spadać pociski artyleryjskie. „W efekcie siedmiokrotnie oddanego ognia zginąć miały cztery osoby, a siedmiu żołnierzy i dwóch oficerów odniosło rany. Mołotow, wskazując, że doszło do tego, przed czym Finów ostrzegano podczas moskiewskich rozmów, zażądał bezzwłocznego wycofania oddziałów fińskich na odległość 20–25 km od granicy” – relacjonuje Andrzej Kastory. Dzień później Finowie przekazali odpowiedź, iż gotowi są na negocjacje, choć wszelkie dowody wskazują na to, że to sowieccy artylerzyści strzelali do własnej piechoty.
Wycofanie wojska 25 km w głąb Finlandii oznaczało opuszczenie Przesmyku Karelskiego. Ten szeroki na 140 km obszar lądu, położony między jeziorem Ładoga a Zatoką Fińską, stanowił w planach obronnych Mannerheima kluczowy element. Przesmyk poprzecinała sieć okopów, drewnianych schronów oraz 66 betonowych bunkrów. Linia Mannerheima, bo tak nazwano pas umocnień, była jedyną przeszkodą uniemożliwiającą sowieckim dywizjom pancernym wtargnięcie w głąb Finlandii.
Pomimo zwielokrotnienia przez nordyckie państwo wydatków na armię udawało się mu utrzymywać w służbie czynnej ledwie 34 tys. żołnierzy, którzy dysponowali 112 działkami przeciwpancernymi. Całość sił pancernych tworzył batalion 30 starych czołgów kupionych od Francji, zaś nieba Finlandii broniło 41 myśliwców. Sowieci zmobilizowali pięć armii. Doniesienia wywiadu wprawiały fiński rząd w przerażenie, bo doliczono się miliona żołnierzy, dysponujących ok. 1,5 tys. czołgów oraz 3 tys. samolotów.
Nic dziwnego, że ludowy komisarz obrony ZSRR Klimient Woroszyłow zapewniał Stalina, iż Helsinki padną w ciągu góra sześciu dni. Tyran nie zamierzał więc już dłużej zwlekać ze zdecydowanymi działaniami. Na jego polecenie 29 listopada Mołotow w dyplomatycznej nocie przekazanej stronie fińskiej informował, że skoro ta nadal prowadzi działania zbrojne przeciw ZSRR, zmuszony jest zerwać stosunki dyplomatyczne między obu państwami.
Pokój potrwał jeszcze tylko kilka godzin. „Wcześnie rano dotarła do mnie wiadomość o tym, że Rosjanie po przygotowaniu artyleryjskim przekroczyli granicę na Przesmyku Karelskim” – zanotował 30 listopada Mannerheim. „Wkrótce potem zameldowano, że lotnictwo nieprzyjaciela dokonuje niszczących nalotów na wiele wsi i osiedli” – dodawał.
Dzień później, 1 grudnia 1939 r., zgodnie z zapowiedziami Radia Moskwa, swoje powstanie ogłosił rząd Ludowej Republiki Finlandii. Jego premierem został Otto Wille Kuusinen, dużo posłuszniejszy od Tuominena. Bez szemrania, razem z innymi kolaborantami wyniesionymi do rangi ministrów, podpisał ułożoną na Kremlu proklamację. Ogłaszano w niej, iż „Ludowy rząd Finlandii uważa za bezcenną pomoc Związku Sowieckiego dla narodu fińskiego, której celem jest szybkie zlikwidowanie wybitnie niebezpiecznego zarzewia wojny, spowodowanego przez przestępczy rząd prowokatorów wojennych rządzących w Finlandii”.
Tego dnia setki sowieckich czołgów nacierało na Linię Mannerheima, by jak najszybciej „wyzwolić” Finów.

Gorące mrozy

„Już wkrótce wyjątkowo silne mrozy wystawiły zarówno napastników, jak i obrońców, na najcięższą próbę. Przeżyliśmy wyjątkowo srogą zimę. Od roku 1828 tylko dwukrotnie zanotowano niższe temperatury” – wspominał Carl Gustaf Mannerheim. Narzekając przy tym, że lód, który skuł jeziora, ułatwiał przemieszczanie się sowieckim czołgom.
Ale ekstremalnie niskie temperatury, nawet poniżej minus 50 stopni Celsjusza, powodowały zamarzanie smarów, więc pojazdy łatwo ulegały awariom. Z kolei krótkie dni uniemożliwiały działanie sowieckiemu lotnictwu na większą skalę. „W odróżnieniu od Finów, którzy mieli ziemianki i namioty, jedyne schronienie Rosjan stanowiły jamy wykopane w śniegu” – piszą w książce „Sowiecki atak na Finlandię 1939–1940” Eloise Engle oraz Lauri Paananen. Mróz zabijał codziennie setki czerwonoarmistów. Jednocześnie musieli oni walczyć z przeciwnikiem, którego determinacja zadziwiła świat.
Pomimo miażdżącej przewagi Armii Czerwonej fińscy żołnierze walczyli do upadłego. Ku zaskoczeniu Woroszyłowa oraz dowodzącego natarciem gen. Kiryła A. Mierieckowa na zdobycie umocnień przed głównymi fortyfikacjami Linii Mannerheima potrzebowano aż 6 dni. Każdy z ataków kończył się jatką, bo czerwonoarmiści nosili oliwkowo-brązowe mundury, znakomicie widoczne na tle śniegu.
Finowie bardzo szybko nauczyli się też, jak radzić sobie z czołgami. Kiedy na ich pozycje pędziły nawet setki maszyn, przepuszczali je za linię umocnień, po czym strzelali do chroniącej je piechoty, zaś pojazdy unieruchamiali śmiałkowie uzbrojeni w butelki z benzyną. „Koktajl Mołotowa” wybuchający z tyłu pojazdu, gdzie pod cienkim pancerzem znajdował się silnik, podpalał maszynę. Po trzech tygodniach walk armia fińska mogła się pochwalić spaleniem 500 sowieckich czołgów. Drugie tyle wyeliminował mróz.
Ugrzęźnięcie na Linii Mannerheima sprawiło, że sowieckie dowództwo zaczęło szukać szansy na sukces, obchodząc jezioro Ładoga od północy. Jednak brak umocnionych pozycji Finowie nadrabiali taktyką. „Ledwie pierwszy radziecki żołnierz postawił stopę na fińskiej ziemi, gdy huk eksplozji rozdarł powietrze. Miny znajdują się wszędzie” – skarżył się czytelnikom korespondent wojenny dziennika „Prawda” Mikołaj Wirt. Ubrani w białą odzież maskującą, szybko przemieszczający się na nartach fińscy żołnierze potrafili niepostrzeżenie kłaść miny tuż przed czołami kolumn pancernych. Dodatkowo tempo posuwania się wielkich dywizji ograniczały gęste lasy. Dzięki nim łatwo przychodziło obrońcom organizowanie kolejnych zasadzek. Małe oddziały narciarzy czekały na wybuch min, następnie przez krótką chwilę ostrzeliwały wroga, po czym znikały w ciemnościach.
Poczucie osaczenia wzmagali liczni fińscy snajperzy, z których najsłynniejszy był „Biała Śmierć” – taki przydomek zyskał Simo Häyhä. Jego przełożony meldował zwierzchnikom, że już w pierwszym tygodniu służby Häyhä zabił aż 41 Rosjan, wystrzeliwując tylko 44 naboje. „Tuż przed Bożym Narodzeniem, 21 grudnia, ustanowił własny rekord: dwadzieścia pięć celnych strzałów” – pisze w książce „Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simo Häyhä” Petri Sarjanen. Fiński snajper do końca wojny zimowej zastrzelił aż 505 czerwonoarmistów (głównie oficerów). Ponadto zabił jeszcze ok. 200, gdy brał udział w walkach z całym swoim oddziałem.
„Co za dranie! Oni nie mogą walczyć i uciekają przed nami na złamanie karku, ale starannie przygotowują zasadzki. Są mistrzami brudnej gry” – pienił się na łamach „Prawdy” Mikołaj Wirt.

Zwycięska klęska

Pierwsze tygodnie wojny zimowej były jak festiwal cudów, które zadziwiły świat. 11 grudnia pod Suomussalmi 17 tys. fińskich żołnierzy zamknęło w kotle trzykrotnie liczniejsze siły Armii Czerwonej – przez dwa następne tygodnie zabito prawie 23 tys. Rosjan, drugie tyle wzięto do niewoli. Ten wielki sukces okupiono śmiercią 750 Finów. Wydawało się to kosztem niewielkim, lecz po tym jak ponad 200 tys. mężczyzn zaciągnęło się do Oddziałów Samoobrony, powoli kończyły się zdolności mobilizacyjne Finlandii. Poległych nie miał kto zastępować.
Tymczasem z głębi ZSRR na front przerzucano nowe jednostki. Początkowo szły one na rzeź, bo marszałek Mannerheim zręcznie manewrował wojskami, jakimi dysponował. Wprawdzie pas umocnień na Przesmyku Karelskim stopniowo był forsowany, lecz na przełomie grudnia i stycznia 1940 r. pod Raate Finowie rozgromili sowiecką 44. dywizję. Po czym przeszli do kontrofensywy i do połowy stycznia zniszczyli dwie kolejne dywizje wroga. „Na polu bitwy pozostało 4500 zabitych – wśród nich dwóch generałów – nie licząc tych, których przysypał śnieg na pustkowiach. Zdobycz wojenna przekroczyła wszystko, co dotąd zdobyto: 128 czołgów, 91 dział, 120 samochodów i ciągników, 62 kuchnie polowe oraz bogate uzbrojenie i sprzęt piechoty” – wyliczał Mannerheim.
Ale nawet taki triumf nie mógł zrekompensować Finlandii osamotnienia. Wprawdzie 14 grudnia 1939 r. na sesji Ligi Narodów potępiono sowiecką agresję i usunięto ZSRR z tej organizacji, lecz nie miało to żadnego znaczenia. Niewiele więcej pomogła zapowiedź premiera Francji Edouarda Daladiera wysłania do Skandynawii alianckiego korpusu ekspedycyjnego, do składu którego dokooptowano polską Samodzielną Brygadę Strzelców Podhalańskich. Największą pomocą okazało się przybycie do Finlandii 11 tys. ochotników z całej Europy, pragnących walczyć z komunistami.
Jednak nie zniwelowali oni wielkiej przewagi Rosjan. Poza tym najeźdźcy zaczęli wyciągać wnioski z popełnianych błędów. „Rosjanie nauczyli się koordynować współpracę pomiędzy różnymi rodzajami broni” – zanotował Mannerheim. Na Przesmyku Karelskim sowiecka artyleria nieustannym ogniem niszczyła bunkry, a czołgi ciągnęły za sobą piechotę na specjalnych saniach. Wprawdzie obrońcy zniszczyli ok. 900 sowieckich pojazdów pancernych, lecz w końcu 17 lutego Linia Mannerheima została przełamana.
Wydawało się, że już nic nie zapobiegnie zdobyciu Helsinek. Ale przez kolejne dni fińscy żołnierze nadal bili się z tą samą determinacją i gdy premier Risto Ryti zaproponował Stalinowi rozmowy pokojowe, ten niespodziewanie się zgodził. W momencie ogłoszenia zawieszenia broni liczba poległych oraz zaginionych czerwonoarmistów przekraczała 126 tys. Trwale okaleczonych zostało ponad 180 tys. Związek Sowiecki, według danych zebranych przez Maksyma Kołomyjca w monografii „Wojna Zimowa 1939–1940”, stracił 700 samolotów oraz 3,1 tys. czołgów. Po drugiej stronie frontu zginęło 26 tys. Finów. Ich poświęcenie nie poszło na marne, choć Ryti i Mannerheim godzili się oficjalnie uznać za pokonanych, czego Kreml bardzo potrzebował dla podreperowania prestiżu.
W podpisanym w nocy z 12 na 13 marca 1940 r. traktacie pokojowym fiński rząd oddawał ZSRR ziemie o powierzchni 35 tys. km kw., które zamieszkiwało 400 tys. ludzi. Wszyscy mogli jednak przenieść się na terytorium nadal wolnej ojczyzny. Ile znaczyło obronienie niepodległości, przekonały się wówczas na własnej skórze narody podbite przez Związek Radziecki oraz III Rzeszę. Oba totalitarne mocarstwa zafundowały mieszkańcom Europy Wschodniej kilka lat krwawej apokalipsy. Heroicznie bijący się Finowie zdołali niemal cudem wywalczyć sobie ocalenie. ©℗
„Co za dranie! Oni nie mogą walczyć i uciekają przed nami na złamanie karku, ale starannie przygotowują zasadzki. Są mistrzami brudnej gry” – pienił się na łamach „Prawdy” Mikołaj Wirt