statystyki

Nie ma wątpliwości, że PiS dał radę narzucić w debacie publicznej swój język [WYWIAD]

autor: Piotr Kofta06.10.2019, 16:00; Aktualizacja: 06.10.2019, 18:29
- Ten, kto podsuwa nam odpowiednie pojęcia, zajmuje w polityce dużo silniejszą pozycję. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że PiS dał radę narzucić w debacie publicznej swój język - mówi w rozmowie z DGP Marcin Napiórkowski

- Ten, kto podsuwa nam odpowiednie pojęcia, zajmuje w polityce dużo silniejszą pozycję. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że PiS dał radę narzucić w debacie publicznej swój język - mówi w rozmowie z DGP Marcin Napiórkowskiźródło: ShutterStock

- Ten, kto podsuwa nam odpowiednie pojęcia, zajmuje w polityce dużo silniejszą pozycję. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że PiS dał radę narzucić w debacie publicznej swój język - mówi w rozmowie z DGP Marcin Napiórkowski, doktor habilitowany kulturoznawstwa, semiotyk i badacz kultury. Wykłada w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Autor m.in. książek „Mitologia współczesna” i „Władza wyobraźni”. W tym roku opublikował „Kod kapitalizmu” oraz „Turbopatriotyzm”.

Skąd się panu wzięło to „turbo-” przed „patriotyzmem”?

Turbopatriotyzm chciałby się prezentować jako patriotyzm bez żadnych przedrostków. W ten sposób monopolizuje to pojęcie, a wszystkich, którzy miłość do ojczyzny rozumieją inaczej, usuwa poza nawias „autentycznego” patriotyzmu. Potrzebowałem jakiegoś przedrostka, który pokazałby, że jest to tylko jeden z wielu sposobów celebrowania swego przywiązania do ojczyzny, a zarazem odzwierciedlałby szczególne – zarówno pozytywne, jak i negatywne – cechy takiego pojmowania patriotyzmu. Bo z jednej strony mamy tu niezwykłą energię, zdolność do mobilizacji, wiarę w to, co się robi, pomysłowość, a z drugiej – fiksację na przeszłości, osobliwy rodzaj rozkoszy czerpanej z bólu czy wrogi stosunek wobec wszelkich form obcości. W sukurs przyszła mi bardzo ciekawa książka, „Turbo-folk Music and Cultural Representations of National Identity in Former Yugoslavia” Uroša Čvoro – rzecz o turbofolku, gatunku muzycznym popularnym na całych postjugosłowiańskich Bałkanach, który w trakcie wojny w Jugosławii i rozpadu tego państwa stał się, można rzec, ścieżką dźwiękową apokalipsy i ludobójstwa. Jest to muzyka, w której da się znaleźć zaskakująco dużo cech analogicznych względem naszego patriotyzmu na sterydach: wspomnianą energię, przetwarzanie starych motywów w nowe formy, a nawet nieoczekiwaną komercyjną karierę.

Magazyn DGP. Okładka. 4 października 2019

Magazyn DGP. Okładka. 4 października 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Turbopatriotyzm jest u pana skonfrontowany z softpatriotyzmem. To jest główna opozycja, która buduje pana książkę.

Możliwych do pomyślenia modeli patriotyzmu jest oczywiście znacznie więcej. Ale softpatriotyzm i turbopatriotyzm są jak dwaj odwieczni, mitologiczni wrogowie. Światło i ciemność, dzień i noc. Jeden jest odbiciem czy cieniem drugiego. Zresztą te dwa modele lubią sprowadzać rzeczywistość do binarnej opozycji. Softpatrioci mówią: czas jest strzałką, wektorem, podążamy naprzód, przed nami jest przyszłość, w tę przyszłość patrzymy z optymizmem, uśmiechamy się, idziemy razem z naszymi dawnymi wrogami w wielkim, radosnym marszu postępu. Turbopatrioci mówią: to wszystko bzdura, czas jest kołem, czeka nas nieustanny powrót tego, co już było, i gdy wydaje się wam, że zaprzyjaźnicie się ze swoimi wrogami, że będziecie z nimi współistnieć na równych prawach – to tylko wam się wydaje. Jeżeli Polakom wydaje się, że są już wolni i niepodlegli, to zawsze oznacza, że żyją w jakiejś formie matrixa. Bo nasza niepodległość jest wartością nie tylko najwyższą, lecz także nieustannie zagrożoną.

Ale czy to nie jest faktycznie bardzo stary spór?

Gdybym był turbopatriotą i wierzył, że czas ma naturę kolistą, to powiedziałbym, że nie ma nowych sporów, że nieustannie w historii musieliśmy, musimy i będziemy musieli wybierać, czy jesteśmy po stronie ojczyzny, czy po stronie targowicy. Ale ja w to nie wierzę. Wierzę, że to nowy spór zbudowany na fundamencie tych dawnych, bo tak działa kultura: zawsze budujemy na tym, co już zastane. Historia mówi nam, skąd przyszliśmy, ale nie dokąd zmierzamy.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • Bert(2019-10-06 20:13) Zgłoś naruszenie 81

    pan doktor zechce łaskawie zauważyć, że gdyby wziąć globus w ręce i go obejrzeć dokładnie, to nie do się niedostrzec, że geopolityczne położenie Polski jest wyjątkowo niebezpieczne. Wyspom Fidżi zagraża ocean, Japonii trzęsienia ziemi, a Polsce jej sąsiedzi -co historia potwierdziła wielokrotnie. W tym stanie rzeczy dla populacji między Odrą a Bugiem są tylko dwie możliwości: albo patriotyzm i budowa silnego państwa, albo kapitulacja przed którymś z sąsiadów, wynarodowienie i ustępowanie mu wszystkim, łącznie z zasobami. I tu się kończy filozofowanie. Albo jest się z tą wspólnotą albo jest się wyrodkiem i renegatem. Instynkty plemienne są bowiem nierozerwalnie związane z naturą ludzką, a to, że współcześnie przybierają, jak np. w przypadku Niemiec, bardziej cywilizowaną postać, nie może nikogo zmylić.

    Odpowiedz
  • anka(2019-10-07 19:07) Zgłoś naruszenie 11

    czyli jednak wazą nasze korzenie skąd pocodzimy i nasza historria, i temy pan naukowiec niby zaprzecza, a jednak przyznaje racja

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie