O problemie pedofilii i pracy nad filmem "Tylko nie mów nikomu" z Anną i Tomaszem oraz Dominiką i Markiem Sekielskimi rozmawia Magdalena Rigamonti.

ANNA SEKIELSKA: Chłopaki, wyłączcie telefony.

MAREK SEKIELSKI: Nie mogę. Film ma trafić do Cannes. Na targi. Właśnie to ustalam. Mamy dystrybutora.

Reklama

Zadzwoniłam do Anny Sekielskiej w niedzielę, dobę po premierze filmu. Płakała. Szlochała nawet.

ANNA: Zaczęłam płakać jeszcze w sobotę w nocy.

Reklama

Płakała pani, bo?

ANNA: Bo emocje, bo stres. Wszystko nagle odpuściło. Do tego wzruszenie.

DOMINIKA SEKIELSKA: Marek zaczął we wtorek. Kilka dni przed premierą. Wchodzę do pokoju. Płacz, histeria. Myślałam, że coś się stało. Że coś z mamą. Coś w rodzinie. To był ten poziom histerii. Pytam, co się dzieje. I słyszę: nic, muszę odreagować.

Pan też płakał?

TOMASZ SEKIELSKI: Mnie pani pyta?

Tak.

TOMASZ: Odchorowałem rozmowy z ofiarami księży pedofilów już wcześniej. Był taki moment, że one się skumulowały, że było ich bardzo dużo. Dużo więcej, niż znalazło się w filmie.

Okładka Magazyn DGP 17 maja 2019 r. / Dziennik Gazeta Prawna

Ile?

TOMASZ: Trzynaście. Ten film mnie po prostu boli. Ma na mnie wpływ, został we mnie. Widziałem go tyle razy. Od momentu, kiedy był taki surowy, kiedy go ścinaliśmy, poprawialiśmy, montowaliśmy, a i tak za każdym razem po prostu mnie porusza. Bałem się, czy tak samo będą reagować widzowie, czy przypadkiem nie za bardzo wkręciłem się w temat, czy tylko mnie tak rusza, bo jestem związany z nim emocjonalnie. Zrobiliśmy premierę dla naszych patronów i wtedy Marek powiedział, że dziękuje żonie i że ją kocha. To mnie wzruszyło, bo mój brat jest bardzo oszczędny w okazywaniu uczuć.

Za dziennikarzami zajmującymi się pedofilią w amerykańskim kościele stało wielkie pismo „The Boston Globe”.

ANNA: A za naszymi mężami stały żony. Proszę tylko napisać, że się śmieję.

MAREK: Bracia Sekielscy i żony Sekielskie.

TOMASZ: To jest film rodzinny. To, że jesteśmy z Markiem braćmi, miało znaczenie, i to, że wspierały nas żony.

MAREK: Żony Sekielskie są wytrenowane, Dominika pracuje w mediach. Zaczynała pracę jako dziennikarka w 2000 r., od 15 lat pracuje w TVN24, dobrze wie, z jakim napięciem wiąże się ta praca.

TOMASZ: Ania od lat prowadzi wydawnictwo, w którym m.in. wydaje moje książki.

MAREK: Za nami nie stała żadna korporacja, żadne medium i to nas z jednej strony ograniczało, bo nie mieliśmy wielkich pieniędzy, sztabu prawników.

DOMINIKA: Dawało wam wolność.

ANNA: Nie było zobowiązań wobec zarządów korporacyjnych, reklamodawców, kolaudacji za kolaudacją.

MAREK: Wiele lat pracowałem w mediach i mam poczucie, że media w Polsce nie stawały na wysokości zadania. Nie patrzyły na ręce Kościołowi w Polsce. Dziennikarze nie zadawali hierarchom trudnych pytań, nie szukali prawdy. Wszyscy chylili czoła.

TOMASZ: Okazało się jednak, że jak się zapyta wprost biskupa Głódzia o pedofilię w kontekście naszego filmu, tak jak to zrobiła Renata Kijowska z „Faktów”, to z ust hierarchy padają słowa: „Byle czego nie oglądam”.

Z ust dziennikarzy i odbiorców mediów padają za to słowa, że dzięki panom następuje powrót do prawdziwego dziennikarstwa.

TOMASZ: W moim dziennikarstwie nic się nie zmieniło. Staję po stronie ofiar, patrzę tym, którzy mają władzę, na ręce, i tyle. W sumie proste.

MAREK: Teraz to łatwo mówić.

TOMASZ: No, miałem oczywiście chwile olbrzymiego zwątpienia. Ale teraz mam zapas energii na kolejnych kilka lat. Ten film dał mi wiarę w to, że są odbiorcy trudnych tematów, że są tacy, którzy są gotowi wyłożyć na to swoje prywatne pieniądze.

Od lat się słyszy, że w mediach nie ma pieniędzy na dziennikarstwo śledcze.

TOMASZ: Są. Pieniądze są, tylko nie ma chęci.

ANNA: Korporacjom medialnym nie zależy na tym, żeby się narażać, tylko żeby robić biznes.

Wiele lat pracowaliście w TVN.

TOMASZ: Do czasu tego filmu byłem kojarzony właśnie z TVN. Spędziłem tam 15 lat. Nie ma mnie tam od 7 lat, ale pamięć ludzka okazała się trwalsza, niż mi się wydawało. Myślę też, że dzięki temu, że ludzie mnie pamiętali z telewizji, to łatwiej było im mi zaufać.

ANNA: Kiedy Tomek ogłosił, że zaczyna robić film o pedofilii w Kościele, ludzie zaczynali dzwonić.

TOMASZ: Pierwsze kontakty do pokrzywdzonych otrzymaliśmy od Fundacji Nie lękajcie się.

Płaciliście panowie swoim bohaterom?

TOMASZ: Nie.

ANNA: Mój numer telefonu jest na stronie wydawnictwa. Dzwonili, żeby opowiedzieć swoją historię. Niektórzy tylko po to, żeby się wyżalić. Słuchałam wszystkiego. Mówiłam, żeby napisali, że Tomasz odpowie, i często słyszałam, że już nie, nie trzeba, że już wszystko powiedzieli, że już drugi raz nie dadzą rady. Nieraz po rozłączeniu to ja ryczałam.

TOMASZ: E-maile też przychodziły. Czytałem, weryfikowałem.

MAREK: Teraz też przychodzą. Każdego dnia. Wiele.

TOMASZ: Już wiem, że to jest materiał na serial dla Netflixa. Już teraz chcemy dać za darmo wszystkim telewizjom ten pierwszy film, żeby zobaczyło go jak najwięcej osób.

Dlaczego za darmo?

MAREK: Bo zrobiliśmy go za pieniądze prywatnych ludzi.

TOMASZ: Na platformie Netflix można przesyłać zgłoszenia, co by chcieli oglądać widzowie. Więc namawiam, żeby zgłaszać. Polecamy się.

Z czego żyjecie?

TOMASZ: Mamy swoje inne roboty.

ANNA: Teraz, po premierze ludzie znowu zaczęli dzwonić.

TOMASZ: Również po to, żeby powiedzieć, że obalamy rząd, że specjalnie przed wyborami ten film wypuściliśmy, że działamy na polityczne zamówienie.

MAREK: Wybory są teraz co chwilę, przez następne półtora roku.

TOMASZ: Czy, do jasnej cholery, pedofile startują w wyborach? To jest jakaś zastępcza dyskusja. Wygodna dla wielu osób. Dziennikarze powinni zająć się problemem. Pytać o odpowiedzialność hierarchów, pytać o to, co wiedział Jan Paweł II, czy ukrywał pedofilię. Powinni stać pod domem kardynała Dziwisza i domagać się odpowiedzi na pytania o ukrywanie pedofili przez papieża i przez niego samego. A nie zadowalać się oświadczeniem, że Jan Paweł II walczył z pedofilią w Kościele. Może w końcu trzeba uznać, że kardynał Dziwisz nie jest święty i ma obowiązek odpowiedzieć na wszystkie ważne pytania. On musi wiedzieć bardzo dużo.

Dlaczego pan go nie zapytał?

TOMASZ: Próbowałem przecież. Bohaterowie naszego filmu też. Nie wiem, czy uda mi się ustalić coś więcej. Ale przecież jest ileś redakcji w tym kraju. Mają możliwości, środki, mają korespondentów zagranicznych.

DOMINIKA: Nie chciałabym, żeby teraz nagle oczekiwano od braci Sekielskich, że zbawią polski Kościół, zreformują instytucję, która jest od 2000 lat najsilniejszą na świecie, i to oni będą zobowiązani do rozliczania wszystkich hierarchów.

TOMASZ: A ja nie chcę występować w roli osoby, która osądza Jana Pawła II, bo jestem od tego daleki. Trzeba poczekać na poznanie faktów, bo naprawdę łatwo jest ferować wyroki.

MAREK: Z drugiej strony do 2001 r. obowiązywał dokument, który kazał ukrywać przestępstwa pedofilii w kościele.

ANNA: Dzwonią różni dziwni ludzie i mówią, że w filmie są incydentalne, pojedyncze przypadki pedofilii, że zajmujemy się tematami zastępczymi. Że przecież jest mafia, jest handel ludźmi, handel organami. No to mówię, że następny film będzie o SKOK-ach. I słyszę: A, o SKOK-ach. Na zlecenie opozycji to robicie. Rząd chcecie rozwalić.

TOMASZ: Jesteśmy na etapie dokumentacji do filmu o SKOK-ach. Po premierze ostatniego filmu zgłosiło się do nas bardzo wielu ludzi, którzy mają dużo do powiedzenia na temat SKOK-ów. Mam wiele pomysłów na kolejne filmy. I nadzieję, że mój brat producent ma do mnie już większe zaufanie.

MAREK: Musisz to mówić w takim momencie?

TOMASZ: Marek uważał na początku, że film o pedofilii się nie uda. Myślę, że do końca mi nie wierzył.

DOMINIKA: Marek po prostu nie wierzył, że w tym budżecie go zrobicie.

ANNA: O, widzę, że Dominika broni męża.

460 tys. zł – tyle wpłacili ludzie.

MAREK: Minus podatki, jakieś prowizje. Właśnie to liczę. Tomek jest artystą w tym naszym duecie. Ja jestem od pieniędzy, taki zły księgowy. Gdybym miał miękkie serce do jego rozbuchanych zapotrzebowań, to musielibyśmy się już zwijać. Po pół roku zbiórki pieniędzy było na tyle dużo, że nie można było się wycofać, i na tyle mało, że nie czuliśmy się bezpiecznie.

Zaczęliśmy jednak robić, nie czekając na zebranie całej kwoty. Tomek ma świetne pomysły, potrafi robić fantastyczne rzeczy, co widać, ale nie pamięta, że za wszystko trzeba zapłacić. Przecież po drodze mieliśmy wyjechać na ponad tydzień na południe Europy.

Do Watykanu? Nie ma tego w filmie.

TOMASZ: Nie pojechaliśmy. Był tylko taki plan.

MAREK: W sumie było z 60 dni zdjęciowych.

TOMASZ: Jedzie się np. na drugi koniec Polski, żeby zarejestrować jedno zdarzenie, które trwa pół godziny. Dowiedzieliśmy się, że ksiądz pedofil odprawia rekolekcje dla dzieci, więc pojechaliśmy tam z kamerą. Jak Marek słyszał, że gdzieś się znowu wybieram, to tu były ciche dni.

DOMINIKA: To niesamowite, jak oni rozmawiają przez internet. Widzą się nawzajem. Tomek przedstawia propozycje, Marek słucha, nie jest wylewny, słyszę tylko: tak, nie, dobrze, OK. Rozłącza się i mówi: No i Tomaszek znowu ma wspaniały pomysł; ja tego nie wytrzymam, pójdę do normalnej roboty w końcu. Mija godzina. Znowu dzwonią do siebie i się dogadują. Ta relacja między nimi jest naprawdę niesamowita, taka „dynamiczna symbioza”, a efekty ich pracy i starć zawsze są lepsze, niż można się spodziewać. Tak było, odkąd zaczęli razem robić „Po prostu”, w którym też poruszali niepopularne i trudne tematy.

Panowie, jaka jest między wami różnica wieku?

MAREK: Cztery lata.

TOMASZ: Oczywiście, Marek jest starszy. Co widać, prawda.

MAREK: Teraz, jak tu razem siedzimy, przy śniadaniu, to wszystko wygląda dobrze, kolorowo.

TOMASZ: Jesteśmy z Markiem przeciwieństwami.

MAREK: W czasie pracy jest między nami bardzo dużo emocji, również tych złych.

ANNA: Iskrzy po prostu.

DOMINIKA: Czasem dają sobie...

MAREK: Jesteśmy takie chłopaki, że dajemy sobie po mordzie.

ANNA: Nie, że się biją.

DOMINIKA: To są mocne spięcia, czasem po zdjęciach Marek wraca do domu i ma dość, mówi, że nie wytrzyma, potrzebuje wykrzyczeć emocje. Ale potem wraca do pracy i stara się zrealizować pomysły Tomka.

MAREK: Wykrzyczeć to musiałem. Sądziłem, że w trakcie pracy nad filmem historie gwałconych, dotykanych, molestowanych dzieci mnie nie ruszają, że mną nie targają, że mam ścianę. Dopiero jak siadłem i zacząłem oglądać fragmenty nagrań, które chciałem umieszczać na Facebooku, na naszej grupie zamkniętej dla naszych patronów. Pewnego dnia obejrzałem trzy rozmowy z ofiarami. Każda po półtorej godziny. I dotarło do mnie, z czym my się naprawdę mierzymy, co to za okrucieństwo.

TOMASZ: Wcześniej nie uczestniczył we wszystkich rozmowach.

MAREK: I wypracowałem w sobie blokady emocjonalne. Może po to, żeby mieć do tego dystans. Kiedy szedłem na konfrontację z bohaterką filmu Anią do księdza, jej oprawcy...

Jako mąż ofiary.

MAREK: Tak. Albo z ukrytą kamerą na rekolekcje dla dzieci odprawiane przez księdza, który ma sądowy zakaz pracowania z dziećmi, to byłem tak spięty i skupiony na tym, żeby to nagrać, żeby wszystko się udało, że całkowicie odcinałem emocje. Może dzięki temu jeszcze ostrzej widziałem bezczelność tych ludzi. Nie tylko księży pedofilów, lecz także tych, którzy pojawili się w filmie przy okazji spraw związanych z tymi zboczeńcami. Przecież poszedłem z Anią, ofiarą, do księdza delegata, który miał wysłuchać zeznań Ani. Tak zmanipulował Anię, że udało mu się wyprosić mnie z pokoju, zanim zeznania się zaczęły.

TOMASZ: Wkurza mnie, że po tym wszystkim różni ludzie próbują nas wkleić w różne rzeczywistości. Słyszałem, że TVP próbowała nas włożyć w kontekst polityczny, w Platformę, jej stosunek do pedofili, w Romana Polańskiego, Małgorzatę Gersdorf. Pani Gersdorf dostała nagrodę, którą kilka lat temu dostał jakiś człowiek oskarżony o pedofilię i to ma mieć związek z naszym filmem.

DOMINIKA: Nie skupiajmy się na tym, tylko na tym, jak wielka lawina ruszyła. Okazuje się, że wśród naszych znajomych są ludzie, którzy doświadczyli molestowania seksualnego ze strony księży.

MAREK: Jedna nasza koleżanka została zgwałcona przez księdza. Mówi o tym dopiero teraz. Po filmie. Mówi się o podziale Polski, mówi się o dwóch plemionach, a my mamy wrażenie, że paradoksalnie nasz film łączy.

W nienawiści do Kościoła?

MAREK: Nie, w szukaniu prawdy. Pisze do nas bardzo wielu ludzi będących blisko Kościoła, wielu szeregowych księży. Dziękują za to, że powiedzieliśmy prawdę.

ANNA: Spotykam się z opiniami ludzi bardzo wierzących, że ten film był im potrzebny.

Ten film powstawał w waszych domach.

ANNA: Mieszkamy na Podlasiu. Tam jest nasze główne miejsce. Teraz jest tak, że Tomasz jest głównie w Warszawie z naszą starszą córką, która tu chodzi do liceum, a ja jestem na wsi, z synem.

TOMASZ: Ale ani się nie rozwodzimy, ani nie jesteśmy w separacji.

ANNA: I dziś wszystkie te trudne chwile, które wydarzyły się w związku z filmem, te momenty, które obciążały naszą rodzinę wyleciały z pamięci. Nie mam ich w głowie. Pamiętam, jak wróciliście gdzieś z południa Polski. Tomek rozwalony kompletnie. Zamknął się w sobie, w swojej skorupie, nie chciał mówić, rozmawiać.

TOMASZ: Moja rodzina już chyba przywykła do takich moich zachowań, do tego, że żyję w jakimś świecie równoległym.

ANNA: Że się nagle wyłania, mówi tylko: „cześć”. Wiem, że jest w swoim świecie, świecie tego, czym się zajmuje.

DOMINIKA: Tak zwane surówki były przesłuchiwane w domu. Mam wrażenie, że rozmawialiśmy o tym non stop. Nerwy, przekleństwa.

MAREK: Musiałaby pani zobaczyć Tomka, jak wchodzi w archiwa, jak zaczyna w tym siedzieć, dowiadywać się nowych rzeczy. Nawet jak o tym nie mówi, to widać po nim, że w czymś dłubał, sprawdzał. To jest rodzaj ekscytacji, drżenia. Momentami ręce mu drżą dosłownie.

Pan sprawdzał w IPN akta księży, o których opowiada pan w filmie.

TOMASZ: Oczywiście.

Nie ma o tym słowa. Nie mówi pan, że byli tajnymi współpracownikami.

MAREK: Bo nie o tym jest film.

TOMASZ: Opowiadamy historię siedmiu księży i tylko trzech z nich ma teczki w IPN. W dodatku te teczki są przetrzebione. Nic nie wnoszą do sprawy gwałcenia dzieci. W tych teczkach nie ma nic na ten temat. W jednym tylko przypadku jest wspomniane, że w latach 60. ksiądz został przyłapany na próbie nakłonienia nieletniego do seksu. Sprawa została umorzona. Te teczki niczego nie wnoszą. Rozumiem, że część prawicowych komentatorów musi od sprawy odwracać kota ogonem, rozmywać ten temat, bo nie spodziewała się, że ten film nie będzie antykościelny, antyreligijny.

ANNA: Ich reakcje są niezrozumiałe. Sami się w tym gubią.

TOMASZ: Zresztą, sami hierarchowie stawiają ich pod ścianą. Prymas Polak powiedział w Radiu Zet, że dziękuje za ten film i że nie jest to film antykościelny.

MAREK: Kardynał Nycz w środę mówił, że teraz by w tym filmie wystąpił.

Oficjalnie któryś z hierarchów się z panami skontaktował?

TOMASZ: Oficjalnie – nie. Nieoficjalnie nie możemy o tym mówić. Spotkaliśmy się z reakcją jednego z najważniejszych polskich hierarchów.

Boi się pan o tym mówić?

TOMASZ: Nie, umówiłem się po prostu, że nie będziemy tego upubliczniać.

MAREK: Raz dostaliśmy pismo odmowne, w którym było napisane, że jestem stronniczy.

ANNA: Kuba Ćwiek, jeden z naszych autorów, napisał, że owszem film jest stronniczy, bo staje po stronie ofiar.

MAREK: Kolega, katolik, związany z Kościołem, powiedział mi, że jak przeczytał plansze z nazwiskami biskupów, którzy odmówili udziału w filmie, zrozumiał, że oni w tym momencie złożyli dymisję, mandat do sprawowania władzy w polskim kościele.

TOMASZ: Nie stawiałbym w jednym szeregu arcybiskupa Głódzia i prymasa Polaka.

Pan chciałby dymisji tych biskupów, którzy tuszowali, ukrywali pedofilię w Kościele.

TOMASZ: Bardzo bym chciał, żeby ci, którzy ukrywali przestępców w sutannach, ponieśli konsekwencje.

Jakie?

TOMASZ: Pozbawienie tytułu...

Co to za konsekwencja?

TOMASZ: Dla urzędującego biskupa? Dotkliwa.

To jak zwolnienie kogoś z pracy. Niewielka kara.

TOMASZ: Być może nuncjusz apostolski zaraportował do Watykanu na temat historii księdza Kani i biskupa Tyrawy, który go krył. Być może zaraz przyjdą listy do biskupa Tyrawy, że powinien się pakować.

Do więzienia?

TOMASZ: Na pewno nie powinien być dalej biskupem diecezjalnym. Jeśli nie złożył rezygnacji sam, to papież powinien go odwołać. Z dokumentów, które widziałem, wynika jasno, że on i biskup Gołębiewski wiedzieli, że Kania to pedofil, że został zatrzymany przez policję, że na komputerze miał zdjęcia z pornografią dziecięcą. Takiego kogoś przesyła się do parafii i wyznacza się mu misję zajmowania się ministrantami i uczenia dzieci religii. Taki biskup powinien przestać być biskupem.

Pan jest jednak delikatny.

MAREK: Pani by chciała, żeby teraz Tomek powiedział, że wszystkich biskupów trzeba zamknąć.

TOMASZ: Prawnicy mogą składać wnioski o tzw. pomocnictwo w przestępstwie.

Biskup Wesołowski, pedofil, został pozbawiony tytułu i mieszkał sobie wygodnie u franciszkanów w Rzymie.

ANNA: To jest pytanie, jak będzie działał w tych sprawach nasz wymiar sprawiedliwości.

TOMASZ: Słyszę, że powstał specjalny zespół prokuratorów, który analizuje nasz film. Minister Ziobro go powołał. To chyba znak, że najważniejsze organy ścigania przyjrzą się sprawie pedofilii w Kościele. Przecież wiele przypadków się jeszcze nie przedawniło. Współodpowiedzialność, ukrywanie, brak nadzoru – to są kwestie, którymi prokuratorzy pewnie się zajmą.

„Co się pan księdza czepiasz?” – mówi ksiądz w panów filmie.

TOMASZ: Fałszywa korporacyjna solidarność.

ANNA: Artur Nowak, jeden z bohaterów filmu, opisuje to w książce „Duchowni o duchownych”. Ci ludzie, księża, trenowani są od seminarium. Jeden ksiądz mówi, że kiedy był klerykiem, usłyszał: O tym, czy ty masz powołanie, czy nie, decyduje biskup, a nie Jezus Chrystus. Jak biskup mówi, to Jezus milczy. Ci, którzy tego nie wytrzymują, to odchodzą. Ci, którzy zostają, dostosowują się i przejmują zachowania.

MAREK: Jest w tym często buta, arogancja.

DOMINIKA: W Ciechanowcu, już po premierze filmu, przy kościele stanął człowiek z transparentem „Stop pedofilii w Kościele”. Wikary go zaatakował. Wezwał policję. Policja uznała, że ma prawo stać. Po czym policja go pilnowała, żeby nikt go więcej nie zaatakował.

TOMASZ: Ciekawe, co na to minister Brudziński. Niektórzy politycy mówili, że pedofilia w Kościele to sprawa marginalna. Skoro marginalna, to po co rząd w trybie pilnym zmienia prawo? Mnie bardziej od tego wszystkiego zajmują ludzie, którzy ten film oglądają, którzy są nim wstrząśnięci, którzy do nas piszą, podchodzą do nas na ulicy, wysyłają do nas listy, decydują się opowiedzieć często traumatyczne historie. Bardziej zajmują mnie kazania i komentarze księży, takich jak ksiądz Prusak, który mówi, że jeśli ma wybór, po której stronie stanąć, czy po stronie biskupów, czy ofiar, to staje po stronie ofiar. A ci, którzy zarzucają nam, że nie ma w naszym filmie o tym, że księża byli tajnymi współpracownikami bezpieki, niech robią swój film. Przecież te dokumenty nie były ukryte u mnie w szafie, są w IPN. Sięgnąłem po nie, żeby sprawdzić, czy są tam informacje dotyczące zachowań seksualnych księży.

Nie ma o tym w filmie.

TOMASZ: Czy to oznacza, że księża nie gwałcili dzieci, czy to oznacza, że pedofile w kościele nie byli chronieni przez hierarchów? Na co to ma być dowód? To jest naprawdę obrzydliwe stawianie sprawy. Myślę, że ci wszyscy ludzie, którzy stawiają takie zarzuty, kiedyś będą się tego wstydzić. I to bardzo mocno.

MAREK: Jeśli ktoś o to chce się przypieprzać do Tomka, to niech się przypieprza do mnie, bo to ja, kiedy usłyszałem, że Tomek zaczął chodzić do IPN i przeglądać teczki, mówiłem, że to bez sensu, nie o tym robimy film.

TOMASZ: On mi wprost mówił, że nie damy tego do filmu, bo to nie ma znaczenia dla sprawy. Będzie o tym w książce, która pojawi się jesienią. Tam omówię archiwa IPN.

MAREK: Jak się robi film o wszystkim, to wychodzi, że jest o niczym. A ci wszyscy publicyści, którzy słyną z tego, że się wypowiadają na każdy temat, w życiu, k…a mać, nie zrobili nic, nawet w połowie porównywalnego do tego, co zrobił Tomek. Niech chociaż jeden z nich spróbuje zmontować jedną 30-minutową produkcję filmową. Ważną, ciekawą. Wtedy mogą się wypowiadać.

TOMASZ: Poza tym ten film, to nie są sylwetki księży. Opowiadamy o ofiarach pedofili, ale przede wszystkim o systemowym kryciu księży pedofilów przez hierarchów. O systemie, który sprawił, że te ofiary żyły w zmowie milczenia.

DOMINIKA: Dziwią mnie komentarze ludzi, że nie zdawali sobie sprawy z pedofilii w Kościele. Jak to nie zdawali, przecież od lat się o tym mówi?

ANNA: Myślę, że to jest właśnie siła obrazu, siła filmu. Ludzie zobaczyli tych księży w konfrontacji z ofiarami. Zobaczyli tych zboczeńców, jak się wiją, jak mówią o pieniądzach.

Bardzo delikatnych słów pani używa.

MAREK: Ania, bohaterka filmu, mówi o „swoim” księdzu pedofilu per gnój.

TOMASZ: W filmie ofiara księdza Cybuli, wieloletniego kapelana Lecha Wałęsy, mówi o Cybuli: zwyrol.

To wtedy, kiedy jedziecie do domu księdza Cybuli.

TOMASZ: Właśnie na konfrontację. Wszedł do księdza tylko człowiek, który był jego ofiarą.

MAREK: Ten pan miał ukrytą kamerę.

TOMASZ: Ksiądz Cybula o tym nie wiedział, później mógł się dowiedzieć, że złożono na niego doniesienie do kurii.

Ksiądz Cybula nie żyje. Umarł zaraz potem.

TOMASZ: Nie zaraz potem, tylko trzy miesiące później. Był starym człowiekiem.

MAREK: Spodziewałem się, że będziemy obwiniani za śmierć księdza Cybuli.

TOMASZ: Na pogrzebie księdza Cybuli pojawia się abp Głódź i bez mrugnięcia okiem wysłuchuje peanów na temat księdza pedofila. A przecież wie, że Cybula był pedofilem, bo sam powołał komisję do wyjaśnienia tej sprawy. Delegat musiał mu zdawać relacje, co zeznał pokrzywdzony i że ten pokrzywdzony ma nagraną konfrontację. Pamiętam, jak później pojechaliśmy do księdza Cybuli. Chciałem z nim porozmawiać. To jest na filmie. Pukamy. Ktoś otwiera, mówi, że czekają na karetkę pogotowia, że ksiądz Cybula jest nieprzytomny. Za chwilę przyjeżdża karetka. W nocy ksiądz umiera w szpitalu. Nie wiedział, że byliśmy pod jego domem.

Namawiał pan ofiary do tych konfrontacji?

TOMASZ: Nie, to wyszło w trakcie długich rozmów. Przecież pani widzi, jak te spotkania wyglądają. Nie są wyreżyserowane. Niektórzy zastanawiali się kilka miesięcy, zanim podjęli decyzję o konfrontacji. Musiałem rezonować emocje osób, z którymi rozmawiałem. Inaczej to by się nie udało. To nie jest rozmowa z politykiem, kiedy trzeba zadać cztery ostre pytania. Każde z nagrań trwało parę godzin. Wcześniej czasem po kilka razy rozmawialiśmy. Uruchamia się kamera i nagle słyszę nowe rzeczy, jeszcze więcej niż wtedy, kiedy się poznawaliśmy. Dochodziło do jakiegoś otwarcia, oczyszczenia. Nie można się od tego oddzielić. Również dlatego, że ci wszyscy tak strasznie skrzywdzeni ludzie mają nerwy na wierzchu. Gdyby wyczuli jakiś fałsz we mnie, jakieś udawanie, toby nie chcieli ze mną gadać. Jakaś podświadomość u nich działa, szósty zmysł. Myślę, że to przez cierpienie, jakiego doświadczyli, i przez traumę, jaką zafundowali im zboczeńcy.

Ci, którzy zarzucają nam, że nie ma u nas o tym, że księża byli tajnymi współpracownikami bezpieki, niech robią swój film. Przecież te dokumenty nie były ukryte u mnie w szafie, są w IPN. Sięgnąłem po nie, żeby sprawdzić, czy są tam informacje dotyczące zachowań seksualnych księży