Karpiński zaczynał w administracji publicznej za Hilarego Minca, w czasach forsownej powojennej industrializacji, za Edwarda Gierka był wiceszefem komisji planowania przy Radzie Ministrów, zaś po przełomie 1989 r. jednym z najbardziej merytorycznych krytyków naszej deindustrializacji. Przez główny nurt liberalnej publicystyki ignorowany, czasem bezpardonowo atakowany jako obrońca „słusznie minionej epoki”. Dla publicystów mojego pokolenia, spragnionych rzetelnej i wolnej od neoliberalnej ideologii wiedzy na temat bilansu ekonomicznego PRL, ludzie tacy jak Karpiński, stali się odkryciem. A jego książki – choćby „Jak powstawały i upadały zakłady przemysłowe w Polsce” – dawały solidne podstawy do świeżej, zniuansowanej dyskusji o polskich przemianach.

Ci, którzy chcą bezkrytycznie wierzyć w opowieści o implozji gospodarczej Polski Ludowej oraz bezwartościowości jej przemysłu, niech trwają przy swoich przekonaniach. Bo ze ślepą wiarą dyskutować nie sposób. Pozostali niech się pracy Karpińskiego nie boją. Znajdą tu wyjaśnienie wielu paradoksów, na które konwencjonalna publicystyka gospodarcza nie daje odpowiedzi; choćby – jak to możliwe, że nasza gospodarka mogła osiągnąć tak wielki skok (chociażby pod względem wydajności) po 1989 r. Czytając Karpińskiego, zaczynamy rozumieć, że nie byłby on możliwy, gdyby nie istniała baza przemysłowa odziedziczona po PRL. A w przeważającej większości również w tym ustroju zbudowana. „Uprzemysłowienie Polski stanowi – czy się to komuś podoba, czy nie – największe ekonomiczne osiągnięcie Polski Ludowej o naprawdę historycznym znaczeniu. A faktu tego nie może podważyć nawet najbardziej intensywna propaganda” – pisze Karpiński. I ma na potwierdzenie swojej tezy wiele empirycznych dowodów.

Kto jednak sądzi, że „Prawda i kłamstwa…” jest książką wyłącznie o przeszłości, ten się myli. Karpiński – choć przekroczył już 90. rok życia – prezentuje się tutaj jako jeden z najbardziej nowocześnie myślących badaczy industrializacji. Krytyczna analiza założeń planu Morawieckiego i rehabilitacja pojęcia planowania strategicznego to bardzo wartościowe i (nie bójmy się tego słowa) progresywne elementy tej książki. Podobnie jak postulat przesunięcia naszego przemysłu z sektorów gospodarki, w których zarabia się niewiele (meble, przetwórstwo spożywcze), do branż znajdujących się dużo wyżej w międzynarodowych łańcuchach produkcji (technologie kosmiczne, ekologia). À propos tej ostatniej – postulat „ekologizacji polskiej gospodarki” to dokładnie to samo, o czym piszą dziś najmodniejsi i najuważniej słuchani ekonomiści młodsi o pół wieku.

Czytajmy Karpińskiego. Bo wielu autorów o tak szerokim i łączącym przeszłość z przyszłością spojrzeniu w naszej publicystyce ekonomicznej nie mamy.