statystyki

Nasza książkowa patologia: Rynkiem wydawniczym nikt się nie zajął [WYWIAD RIGAMONTI]

autor: Z Beatą Stasińską Rozmawia Magdalena Rigamonti, Magdalena Rigamonti27.10.2018, 17:00; Aktualizacja: 29.10.2018, 10:52
Beata Stasińska Fot. Maksymilian Rigamonti.
Beata Stasińska redaktorka, wydawczyni, od lat zajmuje się promocją polskiej literatury na świecie. Współtwórczyni i współwłaścicielka wydawnictwa W.A.B. (założone w 1991 r.). Odeszła z niego w 2016 r., gdy właścicielem oficyny był fundusz inwestycyjny. Wydawała m.in. Joannę Bator, Zygmunta Miłoszewskiego, Jacka Dehnela, polskie przekłady Michela Houellebecqa, Henninga Mankella, Etgara Kereta. Dziś prowadzi agencję literacką fot. Maksymilian Rigamonti

Beata Stasińska Fot. Maksymilian Rigamonti. Beata Stasińska redaktorka, wydawczyni, od lat zajmuje się promocją polskiej literatury na świecie. Współtwórczyni i współwłaścicielka wydawnictwa W.A.B. (założone w 1991 r.). Odeszła z niego w 2016 r., gdy właścicielem oficyny był fundusz inwestycyjny. Wydawała m.in. Joannę Bator, Zygmunta Miłoszewskiego, Jacka Dehnela, polskie przekłady Michela Houellebecqa, Henninga Mankella, Etgara Kereta. Dziś prowadzi agencję literacką fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choć w przyszłym roku będziemy świętować 30-lecie wolnej gospodarki, nikt przez ten czas nie zajął się rynkiem książki. Agresywna polityka rabatowa, promocyjne „opłaty dodatkowe”, upadek księgarstwa, brak porozumień branżowych i przepisów, które chroniłyby interesy wydawców i autorów, to tylko niektóre jego wypaczenia. A przecież od książek zależy poziom cywilizacyjny społeczeństwa – mówi Beata Stasińska, legenda polskiego rynku wydawniczego, twórczyni W.A.B.

Co to są targi książki?

W Polsce? To kiermasze.

Tak pani mówi o międzynarodowych targach książki, warszawskich czy o krakowskich, które właśnie się zaczynają?

Jestem za tym, żeby rzeczy nazywać po imieniu. Kiermasz to kiermasz.

A targi?

A targi międzynarodowe to miejsce, gdzie się handluje prawami autorskimi; sprzedaż książek, spotkania z autorami, są w zasadzie przy okazji. Targi są we Frankfurcie, są w Londynie, książki dla dzieci – w Bolonii. Są tam, gdzie przyjeżdża wielu wystawców zagranicznych i gdzie inicjuje się lub dochodzi do nabywania i sprzedawania licencji na konkretne tytuły. W Polsce od lat działają subagencje reprezentujące zagranicznych wydawców i agentów. To za ich pośrednictwem polscy wydawcy kupują zwykle prawa, ale i tak jeżdżą na targi do Londynu i Frankfurtu, bo tam spotyka się cały wydawniczy świat. Jeszcze niedawno, gdy byłam redaktorką naczelną czy prezeską W.A.B., miałam podczas targów – a do Frankfurtu jeżdżę od 1993 r. – spotkanie co pół godziny.

Czytelnicy są tam zbędni?

Nie tyle zbędni, co niepożądani. Autorzy być może powinni sobie oszczędzić widoku kilkuset tysięcy nowych książek w ośmiu wielkich halach, bo to działa depresyjnie.

Bo słyszą, że literatura to po prostu biznes?

Jak to na targach. Wydawcy i agenci na ogół bardzo je lubią, bo w ciągu dwóch, trzech dni są w stanie załatwić mnóstwo spraw. W centrum agentów, gdzie nie każdy ma wstęp, stoi 1700 malutkich stoliczków i przy każdym siedzi wydawca albo agent.

Z książkami?

Często bez. Wszystko jest w laptopach .

Strasznie to zimne.

Zimne, ale efektywne. Ktoś powiedział, że książka to jest personal business, a więc bezpośrednie kontakty, zażyłość, historia wspólnych udanych przedsięwzięć mają tu znaczenie. W W.A.B. na przykład ze względu na rodzaj zaufania i sympatii, jakie łączyły mnie z właścicielami jednej z duńskich agencji literackich, przez lata kupowaliśmy prawa do książek bestsellerowego autora na tych samych warunkach. Piętnastominutowe spotkanie biznesowe, kiedy się opowiada o tym, jakie tytuły ma się w ofercie, albo słucha, co ciekawego ma twój rozmówca – to jedno. A drugie to możliwość porozmawiania o tym, jak wyglądała twoja zawodowa droga, na czym wydawnictwo straciło, kogo odkryło, jak pracujesz z autorem, czy co ma robić początkujący agent literacki, by nie utonąć na rynku.

Teraz jest pani takim agentem literackim?

Tak. Na polskim rynku książkowym agencja literacka to nowa kategoria: jako agentka pracuję z autorem nad koncepcją książki lub nową wersją, szukam potem najlepszego wydawnictwa dla danego tytułu, pilotuję realizację umów, w tym do przekładu, adaptacji filmowych, teatralnych czy telewizyjnych.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (10)

  • Adam O.(2018-10-27 23:09) Zgłoś naruszenie 92

    Hahaha. Właśnie na tym polega wolny rynek (który mamy od 30 lat), że nie ma jakiś specjalnych przepisów "chroniących interes autorów i wydawców", tylko jest wolny rynek i m.in. agresywna polityka cenowa, rabatowa itd.

    Odpowiedz
  • Janusz Autor(2018-10-28 01:58) Zgłoś naruszenie 82

    Książki to jeden z naprawdę nielicznych towarów, gdzie jest "cena urzędowa" wydrukowana na okładce i praktycznie wszystkie księgarnie sprzedają po tej "cenie urzędowej" (czasem internetowe księgarnie mają taniej). Ten rynek rzeczywiście tkwi w głębokim socjalizmie.

    Odpowiedz
  • nie na wszystko warto marnować papier(2018-10-28 06:38) Zgłoś naruszenie 82

    Mnie najbardziej fascynują książki prawnicze. Niebotycznie drogie. Za to źle napisane. W wielu z nich bełkotliwe nasycone makaronizmami, dziesięciolinikowe zdania. Jakby w tych wydawnictwach nie było redaktora. Do tego, całkowity brak obróbki typograficznej. Pisane jednolitym zbitym tekstem. Szczęście, że choć nagłówki i akapity wyróżniono. :))) Połowa książki to cytaty z wyroków np. SN. Jedna czwarta to przedrukowane ustawy. W wielu zupełny brak indeksu rzeczowego. Cena ponad 100 albo i 200. Leżą sobie takie niebożęta miesiącami na półkach. Jak im się to opłaca. Dlaczego książka prawnicza musi być nieprzydatnym gniotem? Przecież przy niewielkim nakładzie pracy i pomysłów, można by na tym nieźle zarabiać, bo są tam jeszcze nietknięte pokłady możliwości. Ale widać dla nich lepiej jest tak jak jest.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • stop ACTA2 stop Ringier AxelSpringier(2018-10-28 00:29) Zgłoś naruszenie 36

    Patalogia to jest nowy projekt dyrektywy o prawach autorskich zwany ACTA2.0 ktory poparla tylko Platforma Obywatelska!PSL bylo przeciw tak samo i PIS!Zaklada on LIKWIDACJE WOLNEGO INTERNETU W EUROPIE I WPROWADZENIE TOTALNEJ CENZURY SIECI!Moim zdaniem nalezy CALKOWICIE UCHYLIC PRAWO AUTORSKIE W EUROPIE!!bez zadnej ochrony i specjalnych przywilejow dla tej grupki KTORA BY CHCIALA DOBRZE ZYC NA KOSZT NAS WSZYSTKICH INTERNAUTOW!!!Nie ma na to naszej zgody,zgody internautow!!

    Odpowiedz
  • ksiazka papierowa dla biedakow to przezytek(2018-10-28 17:39) Zgłoś naruszenie 25

    po co mi tradycyjna ksiazka, kupa papieru, ktora po przekartkowaniu wyladuje na polce i bedzie tam zalegac dopoki nie zgnije..... od lat czytam wszystko w wersji elektronicznej, chetnie kupie dostep do przeczytania ksiazki za 5 zł.... ksiazka tradycyjna za 50 -100 zl, albo elektroniczna za 30 zl... to za duzo.... dlatego czytam to co jest dostepne legalnie za darmo, czasami nawet fragment ksiazki, niestety 84 % dochodu rocznego oddaje panstwu, a pozostale bankowi za to ze laskawie udzielil mi kredytu hipotecznego na cale zycie... wiec klepiac biede nie poszaleje z ksiazkami

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • stop ACTA2(2018-10-28 00:21) Zgłoś naruszenie 18

    Tradycyjne ksiazki drukowane to juz przezytek. i koniecznosc wyrebu lasow na niepotrzebna nikomu makulature!!Dzisia czyta sie E-BOOKI!!Nalezy odlozyc Prawo Autorskie do lamusa historii i stosowac tylko przepisy kodeksu cywilnego i zaczac stosowac normalne podatki dla tych "tfurcow" i "artystow" ktorzy czesto zarabiaja po 3.tys dziennie/rola w serialu/ ale ciagle narzekaja ze nie maja kasy na nowe Ferrarii lub Porsche.

    Odpowiedz
  • wprowadzic podatek ksiazkowy i wydawniczy(2018-10-28 00:37) Zgłoś naruszenie 16

    Nalezy wprowadzic specjalny "podatek ksiazkowy" dla wszystkich wydawnictw w Europie w wysokosci 50% od przychodow.Wtedy nasi "wydawcy" i tfurcy beda pracowac bardziej efektywnie i zrozumieja co to znaczy wolny rynek zamiast zajmowac sie teoriami socjalistycznymi i komunistycznymi.Artysci i dziennikarze tez powinni placic 50% podatek obrotowy od umow zlecen i umow o "dzielo".Wtedy bedzie moze sprawiedliwie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie