Adam Mickiewicz błagał w „Litanii pielgrzymskiej”: „O wojnę powszechną za wolność ludów, Prosimy Cię, Panie”. Tymczasem po Kongresie wiedeńskim zapanował w Europie pokój. Przez następnych 40 lat między największymi mocarstwami nie wybuchła ani jedna wojna.
To oznaczało, że powstańcze zrywy musiały kończyć się klęską. Dopóki trzej zaborcy związani Świętym Przymierzem działali solidarnie, a pozostałe kraje europejskie nie były zainteresowane wspieraniem aspiracji Polaków, nie istniała żadna siła zdolna, by z anektowanych ziem ponownie skleić Rzeczpospolitą. Świadom tego książę Adam Jerzy Czartoryski i jego ludzie, działający pod szyldem Hotelu Lambert, przez lata starali się wzniecać niepokoje w Europie, wciąż poszukując sposobu, żeby skłócić ze sobą mocarstwa. Jednak ich spiski i błyskotliwe intrygi kończyły się niepowodzeniami. Przed 1815 r. wojny na Starym Kontynencie wybuchały jak na zawołanie, ale epoka napoleońska wszystko zmieniła. Przyniosła śmierć ponad 5 mln ludzi i świadomość, że wojenna klęska może przywieść na krawędź upadku nawet najpotężniejsze imperium. W nowych czasach europejskie rządy zaczęły działać z większą rozwagą, bo konflikty zbrojne stawały się bardzo ryzykowne, a możliwe korzyści dużo trudniejsze do osiągnięcia. To nie były dobre zmiany dla Polaków.

Koncert mocarstw

„Architekci Kongresu Wiedeńskiego uznali, że po to, by w Europie Środkowej zapanował pokój i stabilność, muszą usunąć efekty działania Richelieu z XVII w., które to działanie sprzyjało konstrukcji słabej i podzielonej Europy Środkowej, wiecznie kuszącej Francję do wtargnięcia i uczynienia zeń placu gier dla swojej armii” – pisze Henry Kissinger w „Dyplomacji”. Dopóki niemiecka Rzesza była rozbita na setki państewek i istniała Rzeczpospolita, Francja mogła wspólnie z nimi szachować niemieckie mocarstwa: Prusy i Austrię oraz mieć dość sił, żeby równocześnie zagrozić Anglii. Natomiast odepchnięta na wschód Rosja nie mogła urosnąć w siłę i jej ekspansja zatrzymywała się na polskich granicach. Klęska Bonapartego przekreśliła taki stan rzeczy, oznaczając olbrzymie osłabienie pozycji Francji i przesunięcie siły ciężkości w Europie na wschód.
A jednak Niemcy nie zdobyli pozycji najpotężniejszej nacji na kontynencie. Zadbała o to w Wiedniu angielska dyplomacja, forsując powstanie Związku Niemieckiego. Trzysta mikroskopijnych państewek zostało skomasowanych w około 30 państw. „Związek Niemiecki okazał się genialnym tworem, zbyt silnym, by zostać zaatakowanym przez Francję, zbyt słabym jednak i zdecentralizowanym, by stanowić zagrożenie dla sąsiadów” – zauważa Kissinger. Jego powstanie powodowało, że Austria i Prusy skazane były na nieustanną rywalizację o wpływy właśnie na terenie Związku Niemieckiego, szachując się wzajemnie. Jednocześnie skutecznie blokowały dalsze rozrastanie się Rosji. Dla Petersburga jedynym realnym kierunkiem ekspansji w Europie stawała się Turcja. Jednak w obronie całości Imperium Osmańskiego natychmiast stawała Wielka Brytania. Poza tym Londyn wziął na siebie rolę strażnika równowagi. Ilekroć jakieś europejskie mocarstwo zaczynało przeważać nad innymi, wówczas brytyjski rząd montował przeciwko niemu koalicję. Wielka Brytania nie stanowiła jednak żadnego zagrożenia dla państw chcących przestrzegać równowagi sił, ponieważ zupełnie nie była zainteresowana zawłaszczaniem dla siebie ziem na terenie Starego Kontynentu. Londynowi w zupełności wystarczyło prowadzenie coraz intensywniejszej wymiany handlowej, dzięki której rósł rodzimy przemysł. Natomiast nowych ziem szukano w innych częściach świata. To pozwoliło Anglikom zbudować imperium, które w drugiej połowie XIX w. zamieszkiwało pół miliarda ludzi, czyli ok. 30 proc. całej ludności globu. Ale mimo swej potęgi nie mogli spać spokojnie, ponieważ gdyby Europę zdominowało inne mocarstwo, np. zjednoczone Niemcy lub Rosja, wówczas mogłoby ono pokusić się o rozbicie Imperium Brytyjskiego. Wszystkie te zależności tworzyły niemal doskonałą równowagę sił i jej zachwianie wymagało wydarzeń nadzwyczajnych, na które zupełnie przestało się zanosić. Chcąc odzyskać własne państwo, Polacy musieli się z tą doskonałością zmierzyć.