W "Return to the Voice" nie pada ani jedno słowo po polsku; tylko dwie pieśni wykonywane są w języku angielskim; pozostałe w gaelickim (jego znajomość deklaruje obecnie zaledwie ok. 60 tys. mieszkańców Wysp Brytyjskich). Ale obserwując publiczność podczas polskiej premiery w grudniu 2014 roku, nie można było mieć wątpliwości: żadne tłumaczenie, komentarz czy program nie były niezbędne, by widz poddał się brzmieniom płynącym ze sceny. Wszystko co konieczne do pełnego przeżycia tego widowiska muzycznego, zapewniły głosy artystów, wykonujących pieśni w natchnionym zapamiętaniu.

Po raz kolejny za sprawą Grzegorza Brala otrzymaliśmy teatr emocji, uruchamiających wyobraźnię, przypominających widzowi o związku z kosmosem, w którym żyje.
„Wierzę, że w pieśniach zakodowany jest jakiś pierwotny, głęboki, źródłowy stan człowieka, że pieśni w różnych tradycjach są śpiewane, by podtrzymać rodzaj kontaktu człowieka z kosmosem, z wibracją” mówił Bral kilkanaście lat temu (,”Pieśń jest najciekawszym medium” , Teresa Wilniewczyc , Notatnik Teatralny, rok 2002, nr 26) i powyższemu przekonaniu pozostał wierny w trakcie swych poszukiwań artystycznych.

„Return to the Voice” jest więc nie tylko powrotem do zapomnianych gaelickich pieśni, ale przede wszystkim „przywracaniem głosu”, tej jego roli, która w mniejszym stopniu służy komunikowaniu się, a w większym jest przekazicielem emocji.

To oratorium zapewne by nie powstało, gdyby nie niezwykła propozycja, którą Grzegorz Bral otrzymał od edynburskiego Summerhall po sukcesie „Pieśni Leara” podczas Fringe Festival 2012. Teatr Pieśń Kozła miał przygotować tzw. "Projekt szkocki", wydobywający z zapomnienia pieśni gaelic. Miesiące poszukiwań na szkockich wyspach, penetrowanie muzyki, sięgającej tradycją 150 lat wstecz, dały efekt w postaci kilkuset utworów, spośród których ostatecznie do spektaklu wybrano 13. Jednogłosowe oryginały kompozytorzy Maciej Rychły i Jean-Claude Acquaviva przekształcili w polifoniczne dzieła, wzbogacając o skojarzenia z innych kultur. "To nowe, potężne brzmienie, zakorzenione w muzyce sakralnej"- pisała po światowej premierze tej niezwykłej „mszy” na Fringe Festival 2014 Fiona Shepherd, krytyk "The Scotsman".

Nie było wątpliwości, że szukając głosu dawnej Szkocji, reżyser wraz z kompozytorskim duetem Rychły-Acquaviva, nie tylko uniknął zgubnych kalek kulturowych, ale też stworzył „hymn dla czasów, które się skończyły” jak to określiła Mary Brennen w „Herald Scotland”. Hymn dla wszystkich „wypędzonych z kultury” – można by dodać - o których Bral przypomina co roku podczas Brave Festival we Wrocławiu. To przecież ciąg dalszy opowieści o utracie, zaginięciu, odchodzeniu. I stale ta sama idea: ocalać.

Na miejsce polskiej premiery wybrano ascetyczne, gotyckie wnętrza wrocławskiej Katedry św. Marii Magdaleny. Mistrzowsko ustawione światła dyskretnie oświetlały prezbiterium, które pełniło rolę sceny dla 12 artystów w kostiumach projektu Marii Moiseevy. Żadnych zbędnych elementów dodatkowych, niczego, co rozpraszałoby uwagę. Tego wieczoru najważniejszy był głos; piękny, wyrafinowany, a jednocześnie niemal zwierzęco naturalistyczny. To nie słowem, ale głosem, jak kiedyś, aktorzy przekazywali emocje, opisywali strach, żal, stratę, śmierć…

Na oratorium składają się zarówno partie solowe, jak i chóralne, śpiewane a capella lub z towarzyszeniem muzyki. Minimalizm scenografii Bral połączył z minimalizmem dramaturgicznym, ograniczonym właściwie tylko do gestykulacji czy śpiewu kierowanego do aktorów. Perfekcja wykonania, maksymalna koncentracja, dbałość o każdy szczegół, wręcz „wchodzenie” aktorów w pieśni i ogromny ładunek emocjonalny płynący ze sceny, to efekt stosowanych od lat z powodzeniem metod pracy Grzegorza Brala.

„Return to the Voice” rozpoczyna się pieśnią Anny Marii Jopek. To wykonanie nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z artystką o niespotykanej skali głosu i o niezwykłych umiejętnościach operowania nim. Jopek zachwyca muzyczną wrażliwością, wzrusza, dzieląc się opowiadaną tragedią ze słuchaczami. Wchodzi w pieśń całym swoim jestestwem; tu nie ma miejsca na grę. Jej pieśń jest pełna żalu, utraty, cierpienia i ona sama staje się żalem, utratą, cierpieniem. Cóż z tego, że nie rozumiemy ani słowa wyśpiewywanej prosto z trzewi pieśni. Emocje, które stają się udziałem artystki, przenoszone na widza, wyjaśniają wszystko.

Na wyżyny sztuki aktorskiej i wokalnej wspięła się Monika Dryl. Porusza jej łamiący się głos, łzy płynące po twarzy, rozpaczliwe gesty opuszczonej kobiety. Monika Dryl, na co dzień aktorka Teatru Narodowego w Warszawie, z każdym spektaklem w Teatrze Pieśń Kozła prezentuje wyższy poziom dojrzałego aktorstwa. Klasą samą w sobie jest dawno nie widziana Maria Sendow. Scena to dla niej naturalne miejsce do życia, a tembr, nieco matowy, tajemniczy, który prezentuje w „Return…” zapiera dech. Nie wspomnieć o którejkolwiek z występujących pieśniarek byłoby niewybaczalnym błędem. Każda z nich jest integralną częścią oratorium, a kiedy trzeba – indywidualnością. Emma Bonnici, niczym szamanka z gardłowym, naturalistycznym głosem, Julianna Bloodgood, dostojna, opanowana, zdająca się nawet największą tragedię przyjmować ze spokojem, smutkiem oczu i rozpaczą ukrytą w głosie zadaje temu wrażeniu kłam, Ilenia Cipollari krucha, delikatna, zaskakująca siłą przekazu.

Jak w większości spektakli Grzegorza Brala, także w „Return…” role męskie pozostają raczej w drugim planie, ale jakiż to drugi plan, na jakim poziomie! Ich brzmienie w partiach chóralnych jest nie do przecenienia. A lament ocalałego z jednej z bitew w wykonaniu Christophera Sivertsena jest niczym hymn dla wszystkich ofiar wojen.

Osobnym zjawiskiem artystycznym jest współpracujący od lat z Grzegorzem Bralem kompozytor, Maciej Rychły. Nie byłoby tego koncertu w obecnej formie, gdyby nie jego muzyczny geniusz. Sam reżyser tak mówi o jego pracy: "Stworzył najwyższej próby oratorium, szczególną "mszę", w której archaiczne skale oraz układy harmoniczne, stają się jakby wibracją zaginionego świata. Rychły rozwibrował pamięć, skojarzenia, wpływy muzyczne, stwarzając współczesność, precyzyjnie zakorzenioną w dawnej kulturze".

Na koniec powinnam zacytować za "A Younger Theatre": "Nie do opisania. Tajemniczy i poruszający". Bo „Return to the Voice” trzeba zobaczyć i w pełni przeżyć. Doświadczyć - wydawałoby się niemożliwego - katharsis. Wszelkie słowa na niewiele się tu zdadzą.

"Return to the Voice"

Reżyseria: Grzegorz Bral
Muzyka: Maciej Rychły, Jean-Claude Acquaviva
Kierownictwo muzyczne: Kacper Kuszewski
Obsada: Anna Maria Jopek, Emma Bonnici, Henry McGrath, Ilenia Cipollari, Julianna Bloodgood, Kacper Kuszewski, Łukasz Wójcik, Maria Sendow, Monika Dryl, Paolo Garghentino, Rafał Habel, Christopher Sivertsen
Kostiumy: Maria Moiseeva