Powód Krzysztof Gospodarek twierdzi, że sztuka w reżyserii Piotra Siekluckiego grana przez Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku narusza dobra osobiste jej matki. Podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się w lutym, odrzucił możliwość polubownego załatwienia sporu. Tłumaczył, że czuje się urażony scenami, w których np. osoba grająca jej matkę rozmawia z kotami oraz sugerowanie, że artystka cierpiała na manię prześladowczą.

Przed słupskim sądem wystąpił w poniedziałek w roli świadka 24-letni Tomasz Kaczorowski z Sopotu, który wygrał konkurs na napisanie sztuki o sławnej piosenkarce.

"Moim założeniem nie było pisanie o żadnym z fragmentów życia Violetty Villas. To była moja fantazja wokół osobowości artystycznej i gwiazdy popkultury, która bardzo zakorzeniła się w umysłach wielu osób. Równie dobrze mógłbym napisać sztukę o Michaelu Jacksonie. Nic wcześniej nie wiedziałem o Villas, słyszałem tylko o jej istnieniu. Nie znałem żadnej jej piosenki. Wiem, że moja mama i babcia bardzo się nią fascynowały" – mówił scenarzysta "Las Villas".

Wyjaśnił, że przystępując do pracy nad sztuką zapoznał się z wiadomościami w mediach o piosenkarce. "Byłem zainteresowany tym, jak przekaz +pudelkowy+, plotkarski i tabloidowy potrafi kreować rzeczywistość, żeby tylko informacja dobrze się sprzedała. Te przekazy medialne dotyczące artystki oceniałem negatywnie jako tanią bzdurę" – dodał.

Pełnomocnik syna artystki mec. Michał Błeszyński dopytywał autora scenariusza, czy miał np. wpływ na scenografię w spektaklu. Według adwokata, bohaterka przedstawienia występuje bowiem w scenerii "śmietniska i barłogu".

"Nie miałem wpływu na scenografię spektaklu. Reżyser jako autonomiczny twórca ma pełne prawo do różnych dramaturgicznych ingerencji i zabiegów w tekst" – odparł autor sztuki.

Syn Villas pytał z kolei o granice naruszenia prywatności. "Gdybym pisał sztukę o osobie prywatnej, to brałbym pod uwagę ten aspekt. Tu mamy jednak do czynienia z osobą publiczną, mogłem tworzyć na jej temat dowolną wizję" – odpowiedział Kaczorowski.

Las Villas

Podczas poniedziałkowej rozprawy pełnomocnik syna artystki poszerzył pozew, oparty pierwotnie tylko na lekturze scenariusza, o kwestię braku zgody na wykorzystanie w spektaklu piosenek Villas, w tym utworu "Melancholia" zaśpiewanego oryginalnie przez Villas, pojawiającego się w finale spektaklu.

"Skala naruszeń dóbr osobistych w przedstawienia w stosunku do scenariusza przerosła wszelkie wyobrażenia. Piosence +Melancholia+ towarzyszy scena z rąbaniem ciała leżącego w wannie, a potem zjadania go przez koty. Nie można wziąć dowolnego utworu i połączyć go z dowolnym obrazem, który tu jest akurat bezczeszczeniem zwłok" - przekonywał adwokat.

Początkowo swoją wiedzę o przedstawieniu syn artystki opierał na scenariuszu, który otrzymał od twórców sztuki. "Nieuprawnione są jakiekolwiek próby ingerencji w psychikę mojej mamy. Sztuka ta opiera się głównie na jakiś nierzetelnych, niesprawdzonych i niezweryfikowanych informacjach, które są jeszcze dodatkowo w tej sztuce rozbudowane przez dziwne wizje scenarzysty i reżysera" – mówił na pierwszej rozprawie powód.

Przed poniedziałkową rozprawą Gospodarek zapoznał się też z samym przedstawieniem oglądając je na płycie DVD.

"Ta sztuka jest jeszcze bardziej wulgarna w swojej wymowie niż to było w scenariuszu, jeżeli np. o choreografię i scenografię, ale też i wypowiedzi" – powiedział PAP syn artystki.

Pełnomocnik powoda dodał, że spektakl przedstawia artystkę w złym świetle. "Jak osobę prymitywną, wulgarną, przeklinającą, wyzywającą nieżyjącego ojca; osobę, która sięgnęła dna" - ocenił.

Dyrektor słupskiego teatru Dominik Nowak przyznał, że "Las Villas" to trudny spektakl. "Opisuje los artysty przez pryzmat postaci Violetty Villas; pokazuje jakieś niedopasowanie do rzeczywistości człowieka, który zajmuje się sztuką. I tak wygląda ten spektakl. Nie mieliśmy żadnych zamiarów zniesławić Violety Villas – uważamy, że jest to jedna z największych, jeśli nie największa piosenkarka, człowiek sztuki estrady, końca PRL-u" – mówił dziennikarzom szef słupskiej sceny.

Następna rozprawa 13 kwietnia. Jako świadek zeznawać na niej ma reżyser spektaklu Piotr Sieklucki.

Przedstawienie jest koprodukcją słupskiego Nowego Teatru i krakowskiego Teatru Nowego. Pod koniec września 2016 r. miało premierę w Słupsku, miesiąc później spektakl zobaczyli widzowie w Krakowie. "Sięgając po biografię i twórczość Violetty Villas chcemy oddać hołd tej wybitnej artystce i zastanowić się nad tym dlaczego musiała odejść w samotności i zapomnieniu" – tak spektakl jest opisany w teatralnym folderze.

Violetta Villas (właściwie Czesława Maria Cieślak) urodziła się w czerwcu 1938 r. w Liege (Belgia). W 1948 r. przyjechała z rodzicami do Polski i zamieszkała w Lewinie Kłodzkim. Skala jej głosu i uzdolnienia wokalne zapowiadały Villas karierę operową, z której ostatecznie zrezygnowała, przyjmując propozycje występów estradowych i pierwszych nagrań radiowych.

Wygrana piosenki "Dla ciebie, miły" w plebiscycie "Expressu Wieczornego" zapewniła Villas udział w festiwalu w Sopocie w 1961 r. Uczestniczyła w międzynarodowych koncertach radiowych w Szwajcarii i RFN. Występowała też z koncertami m.in. w ZSRR, Czechosłowacji, Bułgarii i Rumunii.

W 1966 r. na osobistą prośbę szefa paryskiej Olympii, Brunona Coquatrixa, znalazła się w gronie artystów polskiego programu rewiowego Grand Music-Hall de Varsovie. Tam usłyszał ją producent, twórca spektakli rewiowych Frederick Apcar, na zaproszenie którego wyjechała do Las Vegas. Od grudnia 1966 r., przez trzy sezony, Villas była gwiazdą Casino de Paris, gdzie śpiewała piosenki, arie operetkowe i operowe w dziewięciu językach.

Piosenka i estrada ułatwiły jej kontakt z filmem. W USA partnerowała m.in. Glennowi Fordowi i Lee Marvinowi. Występowała z recitalami w telewizji, na scenie Teatru Syrena w Warszawie oraz na wielu estradach w kraju i za granicą, także w ośrodkach polonijnych Australii i kilkakrotnie w USA. Villas można było zobaczyć również w epizodycznych rolach w polskich produkcjach np. "Klubie profesora Tutki" Andrzeja Kondratiuka i "Dzięciole" Jerzego Gruzy.

Zmarła w domu rodzinnym na początku grudnia 2011 r. w wieku 73 lat.

W związku z jej śmiercią prokuratura postawiła jej opiekunce Elżbiecie B. zarzut znęcania się nad piosenkarką. W obu instancjach sądowych kobiecie wymierzono karę 10 miesięcy więzienia, uznając ją winną nieudzielenia pomocy artystce w okresie bezpośrednio poprzedzającym śmierć Villas. W styczniu 2016 r. Sąd Najwyższy utrzymał ten wyrok w mocy oddalając kasację.

W połowie kwietnia 2015 roku Sąd Okręgowy w Świdnicy (Dolnośląskie) utrzymał w mocy rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji i wymierzył Elżbiecie B. 10 miesięcy więzienia za nieudzielenie pomocy Villas. Uchylił natomiast wyrok w zakresie zarzutu psychicznego znęcania się nad artystką. W tej części sprawa wróciła do pierwszej instancji.

Robert Pietrzak