7 września 1978 r. w Londynie Georgi Markow, bułgarski dramaturg i dysydent, czekał koło południa na autobus, który miał zawieźć go do pracy - do studia, gdzie nagrywał cotygodniowe audycje dla bułgarskiej rozgłośni Radia Wolna Europa.
W pewnym momencie poczuł ukłucie z tyłu prawego uda. Odwrócił się - stojący obok dżentelmen właśnie składał parasol, niezbędny atrybut londyńskiego życia. Mężczyzna przeprosił (miał obcy akcent), Markow wsiadł do autobusu; sytuacja z gatunku tych, o których zwykle po minucie się zapomina.