Krzysztof Łukaszewicz w "Żywie Biełaruś!" unika wolnościowego patosu, tak lubianego przez Polaków.

„Największą tragedią dla świata był upadek Związku Radzieckiego. Na szczęście u nas nic się nie zmieniło”– pisze ironicznie pewien poborowy w pierwszych słowach bloga, który wkrótce stanie się sensacją wśród internautów na Białorusi. Ów poborowy to 24-letni Miron (Dźmitry Vinsent Papko), niemający ambicji opozycyjnego działacza. Niewiele to obeszło agentów bezpieki,. W ramach represji Miron przymusowo trafia do wojska. Pewnego dnia, przemyciwszy telefon komórkowy, zaczyna dyktować własne zapiski swojej dziewczynie –Wierze (Karolina Gruszka), która umieszcza je w sieci.Zafascynowani internauci szybko odkrywają, że jednostka wojskowa to metafora Białorusi, a poborowi są jak uciemiężeni obywatele.

Krzysztof Łukaszewicz unika wolnościowego patosu, tak lubianego przez Polaków. Bez osłonek pokazuje bezwzględność reżimu Łukaszenki, nędzę i szarość białoruskiej codzienności i krwawą walkę, która co i rusz zdaje się morderczą pracą Syzyfa. Nie daje też łatwego pocieszenia.Tak historia na razie nie może skończyć się happy endem, który zdarzył się nam.

Żywie Biełaruś! | Polska 2012 | reżyseria: Krzysztof Łukasiewicz | dystrybucja: Kino Świat | czas: 101 min | Recenzja: Malwina Wapińska | Ocena: 5 / 6