Interpretacja freudowska „Hemel” narzuca się po seansie sama, co jest winą i błędem holenderskiej reżyserki o swojsko brzmiącym nazwisku Polak.
Kompulsywna potrzeba seksu prowadzi urodziwą Hemel od klubu do klubu, od mieszkania do mieszkania, od łóżka do łóżka, od mężczyzny do mężczyzny. Ten slalom służy odegnaniu, choć na chwilę, prawdziwego uczucia, zminimalizowania potrzeby przywiązania się, komfortu, który zapewnić może druga osoba, co nieodłącznie powiązane jest z nieuniknioną dorosłością. Dla Hemel – jej imię znaczy Niebo – substytutem męża i kochanka jest jednak jej ojciec, tak jak córka zmieniający partnerki niczym rękawiczki. Poligamiczne związki rodzica nie wydają się bohaterce zagrożeniem dla łączącej ich bliskiej, intymnej wręcz relacji. Lecz gdy mężczyzna znajduje sobie wreszcie stałą towarzyszkę życia, świat dziewczyny ulega rozpadowi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.