PREMIERA | Nowy prezydent wprawia mnie w zakłopotanie, nie wyobrażam sobie rzeczywistości z takim przywódcą na czele. Elekcja zaburzyła porządek mojego świata – mówi Benjamin Dickinson, reżyser filmu „Creative Control”
Oglądam twój film i myślę o Woodym Allenie i jego „Manhattanie”. Nie jest to takie oczywiste przywołanie, twój „Creative Control” rozgrywa się na Brooklynie w niedalekiej przyszłości.
Cieszę się że zobaczyłaś jakiś związek, choć na pierwszy rzut oka, tak jak mówisz, te filmy niewiele łączy. Ale „Manhattan” jest mi bez wątpienia bliski, cenię Allena, szczególnie jego wcześniejsze filmy. Lubię ten rodzaj dialogu, dowcipu, poprowadzenia historii o nieporadnym bohaterze – inspirowałem się „Manhattanem” i przyznaję to szczerze. Jednak początkowo chciałem zrealizować film o współczesnych związkach i to było najważniejsze. Tylko tyle. Pragnąłem opowiedzieć o miłości, zdradach, lojalności, bliskości. Bo co to dzisiaj znaczy? Gdy zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać, szybko doszedłem do wniosku, że nie można o tym mówić za pomocą klisz i zapożyczeń z przeszłości. Trzeba wymyślić do tego jakiś klucz... To, co teraz pada w tej naszej rozmowie, w momencie druku będzie już nieaktualne. Dlatego muszę niejako wyprzedzić czas, o którym opowiadam w filmie – pomyślałem wówczas naiwnie. I dość szybko umieściłem akcję filmu w niedalekiej przyszłości, ale na tyle bliskiej, by ludzie mogli się jeszcze odnaleźć w tym czasie.