Wszystkie dyktatury stosują metodę zwaną Zersetzung (rozkład), polegającą na nakłanianiu obywateli do donoszenia na członków swoich rodzin, przyjaciół, współpracowników. Ludzie zaczynają się kontrolować przez 24 godziny na dobę. Rządzący komunistyczną Rumunią Nicolae Ceaușescu chciał jeszcze więcej – jego marzeniem było poznanie myśli wszystkich obywateli, jeden funkcjonariusz Securitate przypadał na 15 osób.

Herta Müller, pochodząca z wioski zamieszkałej głównie przez Niemców w wielokulturowym Banacie w Rumunii, w czasie studiów związała się z grupą literacką Aktionsgruppe Banat. Po odmowie współpracy z Securitate padła ofiarą inwigilacji i prześladowań, które zmusiły ją do emigracji do Niemiec w 1987 roku. Tam, nadal nękana przez służbę bezpieczeństwa, została z kolei zmuszona do obrony przed oskarżeniami o szpiegostwo na rzecz reżimu.

Echa trudnej przeszłości wracają w rozmowie z Angeliką Klammer. „Moja ojczyzna była pestką jabłka” to najbardziej osobisty wywiad noblistki przetłumaczony na język polski – dopowiada wiele historii znanych z wcześniejszych tekstów, niektóre wątki znajdują tu pointę. Rozmowy z Müller przebiegają zazwyczaj wedle utartego schematu, być może narzuconego przez samą pisarkę. Spora część tekstu zostaje poświęcona przejściom po emigracji do Niemiec i obaleniu dyktatury Ceaușescu. Hercie Müller udaje się to, co wydawało się niemożliwe: opisać nieopisywalne.

Poproszona przez „New York Times” o wskazanie książek, które najmocniej ją ukształtowały, noblistka wymieniła m.in. „Lingua Tertii Imperii – Notatnik filologa” Victora Klemperera, rzecz o semantyce języka używanego w totalitarnych Niemczech. Nie dziwi ten wybór, jako że język – słowo pojmowane zarówno jako sposób komunikacji, jak i narzędzie opresji – jest z całą pewnością w centrum uwagi autorki.

To właśnie słowa stanowią o sile jej pisarstwa, którego fundamentem jest chirurgiczna precyzja, obrazowanie opierające się na tworzeniu nowych związków frazeologicznych, używaniu ich w nowym znaczeniu. Teksty Müller znajdują ujście w lapidarności, metaforze. To bardzo mocna, celna proza. A jako że „słowa budzą głód słów”, ten proces nie ma końca. Jednak nie wszystkie słowa mają taki sam status – należy wśród nich znaleźć tylko te istotne. A między nimi: pustkę. „Milczenie nie jest przerwą w mówieniu, lecz czymś odrębnym” – tak zaczyna się jeden z najbardziej przejmujących tekstów Herty Müller „Król kłania się i zabija”. To zdanie jest kwintesencją jej twórczości, w której to, co niewypowiedziane, staje się istotą słów, celem, do którego prowadzą.

W twórczości Herty Müller uderza powtarzalność tematów, wątków związanych z życiem w dyktaturze. Każdy z tych tekstów – mimo że traktuje o tym samym – jest jednak inny. Pisanie to życie, a życie wyrasta z przeszłości. Nie da się opisać rzeczywistości w skali jeden do jednego, bez względu na to, jak bardzo będziemy wobec słów surowi, jak bardzo wyciągniemy z nich esencję. Pozostaje tylko jeden sposób na maksymalne zbliżenie się do niej: ciągłe powroty do bolesnej, budzącej strach przeszłości.

Znając doskonale mechanizm działania państwa Ceaușescu, noblistka wie, że w obliczu zapędów dyktatorskich nie wolno milczeć. Krzyczy (dosłownie): w wielu krajach, które nazywają siebie demokratycznymi, nic się nie zmieniło, metody zniewalania, zastraszania jednostek, nowomowa, tworzenie z telewizji publicznej głównego narzędzia propagandy, wszystko odbywa się według tego samego schematu, wielokrotnie już w historii przećwiczonego i sprawdzonego.

Najgorsze jest jednak to, że „społeczeństwo obywatelskie nie pyta o nic”. Syte i bezmyślne, nie potrafi rozliczyć przeszłości, nie dość mocno reaguje na przejawy agresji międzynarodowej. Kraje demokratyczne wykazują się karygodną ignorancją. Wstrząsający jest opis, jak autorka spotyka „swojego” tajniaka w kolejce po jajka w Timisoarze w 1990 roku, jak wiele lat później Radu Tinu (najprawdopodobniej ten sam tajniak) obwieszcza publicznie, bez wstydu, że „połowa Nagrody Nobla należy się Securitate, gdyż (Müller) zawdzięcza im swoje tematy”.

Dyktatury kradną życie, a język jest zawsze przestrzenią polityczną. Dlatego też autorka tak wiele zawdzięcza pisaniu. Słowa, choć nie zawsze wypowiadane na głos, dosłownie i w przenośni wielokrotnie ratowały jej życie. Były ucieczką w samotnym dzieciństwie spędzonym na banackiej wsi, w czasach prześladowań, a dzięki „Nizinom” – pierwszej opublikowanej książce – Securitate miała związane ręce w kwestii zaostrzenia wobec niej środków przemocy. Estetyka słowa – ukryta w ludowych powiedzonkach, piosenkach, tworzona w towarzystwie przyjaciół – była przeciwwagą dla obezwładniającej brzydoty, stanowiącej jeden z elementów opresji. Poprzez pisanie autorka poskramia strach, literatura daje oparcie, mimo że pisząc, musi „przebywać tam, gdzie jest wewnętrznie najbardziej zraniona”.

Herta Müller potrafi oddać słowami przestrzeń milczenia, nie naruszając przy tym jej integralności. Według autorki o wartości literatury świadczy amok – wywołany u czytelnika stan, gdy słowa odsyłają w przestrzeń bez słów, luk, przez które „można zajrzeć między słowo a przedmiot i tak długo wpatrywać się w nicość, aż wypadnie się z własnej skóry w pustkę”. Lektura tych tekstów to amok permanentny.