To przedstawienie boli, zostaje przed oczami, wdziera się pod skórę. „Punkt Zero: Łaskawe” Janusza Opryńskiego zamyka jego sceniczną triadę powieści ekstremalnych
Janusz Opryński z nikim się nie ściga. Gdy we wrześniu 2013 roku oglądałem na premierowym pokazie „Lód”, zapytałem go, co będzie następne. Po „Braciach Karamazow” Dostojewskiego i monumentalnej historii alternatywnej Jacka Dukaja kolejny wybór miał znaczenie kluczowe. Opryński odrzekł wówczas, że myśli o „Łaskawych”. Na razie czyta książkę Littella, szuka kontekstów, inspiracji i tropów. Zastrzegł od razu, że na pisanie adaptacji daje sobie rok, na pracę z aktorami przy nieustannych poprawkach w scenariuszu – kolejne kilkanaście miesięcy. Od sukcesu spektaklu według Dostojewskiego i ukonstytuowania wokół szefa lubelskiego Teatru Provisorium nowej, mniej więcej stałej grupy aktorów pracuje on właśnie tak. Przygotowanie spektaklu staje się więcej niż sprawą warsztatu. Opryński i jego ludzie narzucają jej swoje warunki. Są jednak przy tym na wskroś uczciwi, bowiem najbardziej rygorystycznie traktują samych siebie. Nie ma znaczenia, że aktorzy Opryńskiego w zdecydowanej większości grają na warszawskich scenach. Na wspólne szukanie wyrywają czas, tworzenie przedstawienia przy liderze Provisorium staje się niepostrzeżenie ważnym fragmentem życia. Ci, którzy raz wystąpili w jego inscenizacjach, zazwyczaj zostają przy następnych projektach. Eliza Borowska była w „Lodzie”, Sławomir Grzymkowski wcielił się w nim w wiodącą rolę Benedykta Gierosławskiego, Jacek Brzeziński, jedyny w tym gronie lublinianin, gra u Opryńskiego od lat. Łukasz Lewandowski po Iwanie Karamazowie stał się Teslą w „Lodzie”, aby tą drogą dotrzeć do Maksa Aue z powieści Littella.
Patrzę na owe trzy inscenizacje i widzę, że to było konieczne. Teatr Janusza Opryńskiego zmierza bowiem do samopoznania. Dotyka to widzów, jeżeli są gotowi na takie doświadczenie. Przede wszystkim zaś aktorów, czyli współtwórców przedstawień nowego Provisorium. Nie to, że partia Iwana była łatwa. A Tesla? Jednak Aue wymaga jeszcze więcej. Odwagi stanięcia twarzą w twarz ze złem, wejścia w skórę ucznia diabła i stania się jego medium. Ekstremalnie trudne i wyczerpujące to zadanie.