W czterech rozdziałach, będących mariażem eseju, reportażu, gawędy i pogadanki o botanice, snuje osobistą opowieść o doświadczeniu życia na Ukrainie, kraju nieprzewidywalnym, pełnym skrajnych przeciwieństw i zaskakujących różnorodności.

Zawieszona między Europą a Rosją, chrześcijaństwem i pogaństwem, podzielona na dwa mentalnie różne społeczeństwa, nieposkromiona, fascynująca i bliska Polsce. Ukraina Tarasa Prochaśki. Książka „W gazetach tego nie napiszą” powstała na długo przed wydarzeniami na Majdanie, ale większość odbiorów czytać ją będzie w kontekście dramatycznych wydarzeń w Kijowie i na Doniecczyźnie. Z tej próby autor wychodzi obronną ręką. W czterech rozdziałach, będących mariażem eseju, reportażu, gawędy i pogadanki o botanice, snuje osobistą opowieść o doświadczeniu życia na Ukrainie, kraju nieprzewidywalnym, pełnym skrajnych przeciwieństw i zaskakujących różnorodności. Ukraińcy, powiada Prochaśko, żyją w nieustającej schizofrenii. Praktykują „dwuwiarę” – przyjęli chrześcijaństwo w sferze obrzędowej, ale nieoficjalnie, w zakamarkach duszy kultywują pogaństwo. Dwuwiara określa tożsamość także w sferze geopolityki. Nie przynależą ani do Europy, ani do Rosji, które prowadzą na jej terytorium badania laboratoryjne. Eksperymentują, choć nie mają pojęcia o tym, jaki może być wynik tej syntezy” – pisze. Współczesna Ukraina w ujęciu Prochaśki jest krajem postmodernizmu, w którym zdarzyć się może wszystko. Na koniec i tak zatriumfują rośliny – wejdą na terytoria opuszczane przez człowieka i przywrócą je naturze.