"Królewna Śnieżka i łowca" zaskakuje posępną i mroczną atmosferą. To wciąż baśń, ale dla dorosłych widzów.

To już druga filmowa opowieść o Śnieżce w tym roku. W przeciwieństwie jednak do barwnej i zabawnej historii wyreżyserowanej przez Tarsema Singha, debiut Ruperta Sandersa jest propozycją dla widzów dojrzałych. Bliżej „Królewnie Śnieżce i łowcy” do posępnych filmów Guillermo del Toro niż do baśni, jakie zapamiętaliśmy z dzieciństwa. Fabularny schemat się zgadza: owdowiały król bierze za żonę tajemniczą Ravennę (Charlize Theron), jak się szybko okaże, równie piękną, co przebiegłą wiedźmę. Kobieta zabija świeżo poślubionego małżonka, jego córkę Śnieżkę zamyka w wieży, a sama sprawuje w królestwie okrutne rządy, doprowadzając kraj do ruiny. Wieczną młodość dosłownie wysysa z ciał pięknych dziewcząt – wszak żadna nie może pod tym względem przewyższać bezlitosnej władczyni. Wreszcie przyjdzie czas na Śnieżkę (Kristen Stewart) – tym bardziej że dorosła już dziewczyna jest dla Ravenny zagrożeniem, o czym królową informuje rzecz jasna magiczne zwierciadło. Śnieżce udaje się jednak uciec z więzienia, a wysłany za nią łowca (Chris Hemsworth) zamiast zabić młodą dziewczynę, stanie po jej stronie.

Film