Autopromocja

"Namiętność": Schyłek Briana De Palmy

"Namiętność" Noomi Rapace, Rachel McAdams
"Namiętność" Noomi Rapace, Rachel McAdamsMedia
11 kwietnia 2014

Brian De Palma nie umie zapanować nad „Namiętnością”. Nowy film amerykańskiego reżysera to dowód, że jego kariera przeżywa poważny regres.

Podczas seansu „Namiętności” trudno oprzeć się wrażeniu, że nestor amerykańskiego kina mógłby zagrać tytułową rolę w filmie „Jackass: bezwstydny dziadek”. Twórca „Człowieka z blizną” zachowuje się jak dżentelmen, który zabiera kobietę do eleganckiej restauracji, by znienacka zastosować wobec niej obcesowy podryw. Łączący erotyczne napięcie z intrygą kryminalną De Palma po raz kolejny ponosi klęskę. „Namiętność” stanowi dowód więdnącego talentu wielkiego niegdyś twórcy. Nowy film autora „Carrie” przypomina skrzyżowanie reklamy lakieru do paznokci z wyuzdaną wariacją na temat „Mody na sukces”.

Reżyser „Namiętności” wskazuje na patologiczny charakter stosunków między przedstawicielami pewnej korporacji. Gest De Palmy można by potraktować jako populistyczny komentarz w sprawie kryzysu finansowego. Ale sztafaż kina społecznego to w „Namiętności” nic innego jak parawan usiłujący zakryć nagą prawdę o fantazjach reżysera. De Palma korzysta z pretekstowej fabuły, by przyjrzeć się dwuznacznej relacji między piękną szefową a jej równie atrakcyjną podwładną. Do pewnego stopnia można zrozumieć towarzyszącą temu spojrzeniu afektację. Stylizowana na hitchcockowską blondynkę Rachel McAdams chyba jeszcze nigdy nie była równie seksowna na kinowym ekranie. Kłopoty zaczynają się, gdy twórca „Namiętności” przestaje kryć się z przedmiotowym traktowaniem obu bohaterek i czyni z nich obiekty służące wyłącznie rozpaleniu wyobraźni męskiego odbiorcy. Po obejrzeniu filmu de Palmy trudno uwierzyć, że o stereotypowe podejście do kobiecej seksualności był niedawno oskarżany Abdellatif Kechiche. Przy amerykańskim reżyserze twórca „Życia Adeli” wydaje się absolutnym wzorem dyskrecji i taktu. Autor „Namiętności” uprawia ordynarne podglądactwo, ale przy okazji pozostaje święcie przekonany o moralnej wyższości wobec bohaterek. Przekonuje, że Christine i Isabelle należą do gorszej kategorii, bo są zaślepione przez pożądanie i opętane swoją karierą.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.