Autopromocja

"Łabędzi śpiew" Robert McCammon: Po zagładzie Ziemi

"Łabędzi śpiew" Robert McCammon
"Łabędzi śpiew" Robert McCammonMedia
21 lutego 2014

Ostrych słów tej powieści nie szczędził sam Robert McCammon. Na swojej stronie internetowej napisał, że książka jest niemiłosiernie rozciągnięta, rys psychologiczny postaci nadmiernie uproszczony, a wątek miłosny żenująco niezgrabny.

 I jeszcze, jakby tego było mało, przyznawał się do jawnej inspiracji „Bastionem” Stephena Kinga. Nie dość, że epigon, to jeszcze mierny? Bynajmniej. Bo to przecież tę cegłę – polskie dwutomowe wydanie liczy sobie tysiąc stron z górką – uznaje się za opus magnum McCammona. Amerykański autor powrócił niedawno do pisania po trwającej niemal dwadzieścia lat przerwie, lecz horroru już ruszać nie chce. A szkoda. „Łabędzi śpiew” to klasyka literatury postapokaliptycznej. Książkę napisano pod koniec lat 80., jeszcze kiedy miliony po obu stronach globu śniły o drżących palcach nad czerwonymi przyciskami. U McCammona spełnia się najczarniejszy ze scenariuszy. Zaledwie kilkadziesiąt minut wystarczy, aby cywilizacja ludzka przestała istnieć. Promienie słońca nie mogą się przebić przez tumany kurzu, a kogo nie zabiła fala uderzeniowa, tego wykończy promieniowanie. Przetrwali nieliczni, choć i oni przeważnie albo powariowali, albo dali upust zwierzęcym instynktom, a po ziemi stąpa, jak się wydaje, sam diabeł. McCammon nie pozbawia jednak ocalałych nadziei – oto uchowała się dziewczynka zdolna tchnąć życie w pustkę. Amerykański pisarz był w ocenie swojej pracy zdecydowanie zbyt surowy. Brakuje mu co prawda umiejętności Kingowskiego gawędziarstwa i faktycznie trafiają mu się dłużyzny, ale stworzył powieść kompletną. Jej lektura należy do tych przeżyć czytelniczych, którą pamięta się latami.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png