Świat, jaki stworzyłeś sobie jako czytelnik, jest nienaruszalny. To, co tu robimy, to kawał dobrej roboty, naprawdę niezłej, ale dla wielu będzie to tylko słaba imitacja „Hobbita” z ich pamięci – mówi Martin Freeman, który po raz drugi zagrał Bilba Bagginsa w filmie „Hobbit: Pustkowie Smauga”.
Tytułowa rola w „hobbicie” to do tego stopnia świetna kreacja, że często się wręcz o panu zapomina. Na pytanie, kto gra hobbita, kilka razy słyszałem odpowiedź – Bilbo Baggins.
Martin Freeman: Też to słyszałem i – to ciekawe – zwykle tam, gdzie jestem rozpoznawalny. W innych regionach świata to hobbit grany przez Martina Freemana. Tymczasem w Londynie, gdzie jak sądzę, powinni kojarzyć mnie z kilku innych ról, mówią, że hobbita gra... Bilbo Baggins.
A czy w „Pustkowiu Smauga” to inny Bilbo od tego, którego poznaliśmy rok temu?
Trochę tak. To wciąż przypadkowy bohater, ale coraz bardziej świadomy swego heroizmu. Bilbo zmienia się i to nie tylko pod wpływem pierścienia. Równie ważne są nowe okoliczności i wyzwania. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których Bilbo musi działać, bo tylko on jest w stanie. Czasem właśnie dzięki pierścieniowi i mocy niewidzialności, ale nie tylko. Coraz częściej czuje potrzebę działania. To pewien gatunek bohaterów, który świetnie się sprawdza w pełnych rozmachu historiach. Wystarczy wymienić Tintina.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.