Autopromocja

Filip Springer "Wanna z kolumnadą" - recenzja

Filip Springer "Wanna z kolumnadą"
Filip Springer "Wanna z kolumnadą"Media
13 listopada 2013

„Wanna z kolumnadą” Filipa Springera to jedna z najważniejszych książek roku i przygnębiająca diagnoza naszego upodobania do kiczu i śmiecenia.

"Dlaczego w Polsce jest brzydko?” – usiłuje dociec w swojej najnowszej książce Filip Springer. I wcale nie odpowiada wprost, za to zadaje przewrotne pytanie: „A dlaczego miałoby być ładnie?”. Springer tropi objawy choroby toczącej polską przestrzeń miejską i wiejską, architekturę i urbanistykę. „Tropi” to może nawet za duże słowo, bo klinicznych przykładów schorzenia jest aż nadto. Do wytropienia kwalifikują się raczej rejony nieskażone wirusem bezguścia, chaosu, urzędniczej niewiedzy albo zwykłego tumiwisizmu oraz odporne na działania kapitału. Czasami wielkiego kapitału – jak w przypadku hotelu Gołębiewski w Karpaczu, zbudowanego niezgodnie z przepisami, którego gigantyczna bryła trwale zeszpeciła pejzaż sudeckiego kurortu. A czasami kapitału mikro – małych sum, które wspólnoty mieszkaniowe albo właściciel posesji dostają za zasłonięcie elewacji banerami lub instalację billboardów w przydomowym ogródku.

Jest śmieszno i straszno. Śmieszno, bo teksty Springera dobrze się czyta. W „Wannie z kolumnadą” zmiksował diametralnie różne formy narracji. Pisze o współczesnej polskiej przestrzeni, jej architekturze, urbanistyce i designie, uciekając do stylizowanego na medyczną rozprawkę reportażu, eseju, encyklopedycznych definicji, dziennikarskiego śledztwa, osobistych impresji czy konceptualnego tekstu, w którym refleksje Josifa Brodskiego zestawił z cytatami z komercyjnego katalogu. Ale jest także straszno, bo konkluzje są ponure. Objawów choroby, którym Springer poświęca książkę, jest kilka. Do wspomnianej samowolki reklamowej, luk w prawie budowlanym i niedowładu urzędów dodaje szaleństwo szatkowania całych połaci miast płatami zamkniętych osiedli (co daje asumpt do rozważań, jak Polacy rozumieją przestrzeń publiczną i prywatną), monstrualnie rozrastające się przedmieścia, pozbawione podstawowej infrastruktury. Na przykładach blokowisk z różnych rejonów Polski opisuje manię malowania elewacji peerelowskich mrówkowców jaskrawymi kolorami. Zjawisko nazywane jest pastelozą, choć ze względu na owczy pęd inwestorów i krzykliwe barwy bardziej adekwatne wydaje się tu określenie „pstrokacizna”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png