Wbrew początkowym obawom uczucie ckliwości występuje w „Nie zapomnij mnie” wyłącznie na poziomie tytułu. Film Davida Sievekinga okazuje się znacznie bardziej wyrafinowany niż wyciskacze łez w rodzaju „Chce się żyć”.
Autobiograficzny dokument Sievekinga jest dowcipny, lecz taktowny, odważny, choć pozbawiony ekshibicjonizmu. Zamiast ronić gorzkie łzy i wymuszać współczucie widza, reżyser przygotował piękny prezent dla umierającej matki. Zasłużony zwycięzca tegorocznego Planete+ Doc zgrabnie wpisał się w popularną wśród festiwalowych filmów tendencję do budowania uniwersalnych refleksji na bazie najbardziej intymnych doświadczeń. Dzięki temu „Nie zapomnij mnie” sprawdza się jednocześnie jako radosna stypa i skuteczna terapia psychoanalityczna. Sieveking promuje instytucję rodziny lepiej niż jakakolwiek kampania społeczna. Po seansie „Nie zapomnij mnie” aż chciałoby się zabrać swojego ojca na piwo i kupić matce bukiet róż.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.