Autopromocja

"Piąta władza" - recenzja

"Piąta władza" Benedict Cumberbatch
"Piąta władza" Benedict CumberbatchMedia
25 października 2013

„Piąta władza” to nie tylko biografia Juliana Assange’a, to przede wszystkim refleksja nad współczesnym funkcjonowaniem informacji.

Amerykańskie kino zbliża się do rzeczywistości. Twórcy sięgają po tematy z pierwszych stron gazet i na bieżąco komentują aktualne wydarzenia. Kathryn Bigelow odtwarza polowanie na Osamę bin Ladena, David Fincher portretuje Marka Zuckerberga, Joshua Michael Stern rozlicza Steve’a Jobsa. W ten nurt wpisuje się Bill Condon, przedstawiając biografię jednej z najbardziej nieoczywistych postaci najnowszej historii – założyciela WikiLeaks, Juliana Assange’a. Reżyser nie proponuje bajki o internetowym szeryfie walczącym z amerykańskim rządem. Josh Singer napisał scenariusz na podstawie dwóch krytycznych wobec bohatera książek – jego dawnego współpracownika Daniela Domscheita-Berga i reporterów Davida Leigh i Luke’a Hardinga. Assange przedstawiony jest w „Piątej władzy” jako manipulator skupiony głównie na sobie, człowiek szukający poklasku i atencji mediów, często nieetyczny. Ale jednocześnie wizjoner, który nie chce być bierny. „Widzisz, jak to jest nie tylko czytać o historii, ale również ją pisać?” – pyta współpracownika. Mimo drażniących retrospekcji z czasów dzieciństwa Assange’a aktorowi Benedictowi Cumberbatchowi udaje się stworzyć wiarygodną, pełną sprzeczności postać. Akcja toczy się w ciągu dwóch lat od grudnia 2008 do końca 2010 roku.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.