Autopromocja

Nieznane oblicze Lady D.?

Oliver Hirschbiegel
Oliver HirschbiegelNewspix / Poree Audrey
25 września 2013

Mało brakowało, a ta historia mogłaby mieć zupełnie inny finał. Mogłaby wciąż finału nie mieć – mówi Oliver Hirschbiegel, reżyser filmu „Diana”

Autor scenariusza Stephen Jeffreys inspirował się książką autorstwa Kate Snell „Diana: Her Last Love”. Zarówno z tej publikacji, jak i z filmu wynika, że Diana spotykała się z Dodi Fayedem głównie po to, by wzbudzić zazdrość u doktora Khana, z którym wiązała przyszłość. Jednak pochodzący z konserwatywnej pakistańskiej rodziny lekarz obawiał się zainteresowania mediów i rozgłosu. Łączycie w filmie fakty z domysłami. Ile jest prawdy, ile fikcji w waszej wersji?

1489185-.jpg
Przeczytaj recenzję "Diany"

Mimo solidnej dokumentacji były sytuacje, które mogliśmy jedynie odtworzyć według własnych wyobrażeń. Przecież media nie towarzyszyły tej parze w sypialni czy podczas tajnych podróży i wycieczek. Te spotkania chcieliśmy oddać z wyczuciem i szacunkiem dla ludzi, których dotyczą, kierowaliśmy się intuicją i instynktem, ale to nasza interpretacja zdarzeń, które wiemy, że miały miejsce. Czasami ktoś widział księżną i doktora Khana, przypadkiem ich mijał, przypatrywał się z oddali, zastanawiając się, czy to ona. To strzępki zdarzeń i bardziej impresje na temat, ale z takich właśnie kawałków musieliśmy zbudować spójną całość. Nim padł pierwszy klaps, zgromadziliśmy niezbędną dokumentację, która wspomagała scenariusz. Z analizy materiałów wyciągaliśmy wnioski o naturze ich związku i wydarzeniach, które doprowadziły do śmierci księżnej w 1997 r. Oczywiście, są sceny, które zrealizowaliśmy, mając do dyspozycji nagrania wideo, wywiady, programy telewizyjne. Poza tym Diana była rozmowna, opowiadała o sobie różnym ludziom, z natury była ufna, widziała w ludziach dobro. Staraliśmy się wiernie wszystko zrekonstruować. Wiedzieliśmy na przykład, że odwiedzała doktora Khana w szpitalu, potrafiła czekać na niego godzinami, była bardzo cierpliwa i wyrozumiała. Ale w filmie znalazły się również sytuacje, które nie miały miejsca w rzeczywistości. Na przykład scena na klifie.

Dlaczego postanowiłeś zainscenizować schadzkę właśnie tam?

Ich stałym problemem było to, że nie mogli nigdzie razem jeździć, boby ich zdemaskowano. I tak w końcu odkryto ten związek i media oszalały, ale prawie dwa lata udało im się wodzić prasę za nos. Diana obawiała się, że doktor Khan odejdzie od niej, bardzo źle znosił obecność fotoreporterów. Spotykali się w swoich mieszkaniach, wyjeżdżali również w mało uczęszczane miejsca. Gdzie? Nie wiadomo do końca. Dlatego wpadłem na pomysł klifu oraz małej plaży, ale te miejsca jedynie symbolizują te prawdziwe. Nie chodziło o konkretne lokacje, chciałem pokazać, do czego doprowadziło Dianę życie pod presją rodziny królewskiej i prasy. To był koszmar, „złota klatka” nie oddaje w pełni tego, z czym musiała się mierzyć na co dzień. Media były bezczelne i wścibskie. W końcu udało im się nakryć księżną i doktora na schadzkach, dlatego zaczęły się plotki. Z reguły jednak potrafiła zmylić fotoreporterów, także za sprawą peruk, które nosiła. Klif i plaża to moja inwencja, za to relacje osób postronnych są jednoznaczne – oboje uwielbiali swoje towarzystwo, zachowywali się jak dzieci, gdy byli razem. Ona wreszcie mogła pozwolić sobie na bycie spontaniczną. Dowcipkowali, robili sobie żarty – to wiem na pewno, czytałem i słuchałem opowieści ludzi, którzy pomagali im wówczas spotykać się w tajemnicy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png