„Z krwi i kości” wygląda jak harlequin zekranizowany przez twórcę o wrażliwości społecznej à la bracia Dardenne.
Fabuła filmu Jacques’a Audiarda z pewnością ma w sobie melodramatyczną niedorzeczność. Autor znakomitego „Proroka” opowiada tym razem historię trudnej miłości ochroniarza z nocnego klubu i kalekiej piękności, która w przeszłości pracowała jako treserka orek. Mimo pozornego efekciarstwa film Audiarda stanowi po prostu kolejny wariant opowieści o uczuciu dwojga ludzi naznaczonych piętnem wyobcowania. „Z krwi i kości” ogląda się jak film zrealizowany przez twórcę bardzo świadomego własnych zamierzeń. Audiard doskonale wie, jak zwrócić uwagę widza ładnie zainscenizowanym kadrem bądź piosenką skradzioną wprost z listy przebojów. Przede wszystkim jednak potrafi nadać opowiadanej historii odpowiednią dynamikę i psychologiczną złożoność.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.