Autopromocja

"Prywatny wszechświat" - recenzja

"Prywatny wszechświat"
"Prywatny wszechświat"Media
13 sierpnia 2013

37 lat z życia jednej przeciętnej czeskiej rodziny. Czy to może być fascynujące? Raczej nie, ale dokumentalny „Prywatny wszechświat” wygrywa swoją przemyślaną powtarzalnością i monotonią.

Jesienią 1974 r. młoda czeska reżyserka Helena Třeštíková namawia swoją przyjaciółkę Janę na pewien filmowy eksperyment. Jana jest w ciąży, zbliża się termin porodu – reżyserka proponuje, że uwieczni moment narodzin dziecka na taśmie. Gdy na świat przychodzi mały Honza, pada pomysł, by całe to przedsięwzięcie kontynuować. Od tego momentu rodzinie Kettnerów kamera towarzyszyć będzie przez kolejne 37 lat. Petr, mąż Jany, zaczyna prowadzić lakoniczny dziennik, który wraz z fotografiami stanowi dopełnienie filmowego materiału. Staje się też narratorem tego dokumentu.

Tego rodzaju eksperymentom towarzyszy u samych założeń istotne ryzyko – nigdy nie wiemy, co przyniesie nam przyszłość, nie wie tego także reżyser. Co będzie, jeśli jego zapał polegnie w starciu z oceanem nudy? Życie jest z reguły niezbyt ciekawe – między innymi dlatego ludzie wymyślili literaturę potrafiącą wycisnąć z egzystencjalnej materii czystą esencję, pominąwszy długie godziny, dni i lata repetytywnej pustki. A jeżeli bohaterowie, których reżyser sobie wybrał, by dokumentować przez dekady ich wzloty i upadki, okażą się równie interesujący, co lwy morskie wylegujące się przez całe życie na chłodnej plaży?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.