Jeżeli myślicie, że skok ze stratosfery Feliksa Baumgartnera z zeszłego roku był wyjątkowy, to zobaczcie dokument „Człowiek, który zjechał z Everestu”.

27 ton sprzętu, 800 tragarzy, miliony dolarów kosztów, dwa miesiące wyprawy. Wszystko po to, aby zjechać 2,5 kilometra na nartach. Te liczby mówią sporo, ale nawet w procencie nie oddają grozy wyjątkowej wyprawy, o której opowiada nagrodzony Oscarem w 1976 r. film dokumentalny „Człowiek, który zjechał z Everestu”.

„Cyfry mają znaczenie w dolinach. A w tym świecie niemal bez powietrza, cóż one znaczą?” – pyta się Yuichiro Miury legendarny sir Edmund Hillary, którego spotyka na swojej drodze na Mount Everest. Odpowiedzią jest kwestia „Wyzwanie czyni człowieka”. Sam zjazd nie jest tu jednak najważniejszy. To nie jest film o zimowym freeraidzie. To zapis wędrownej epopei oparty na dziennikach Miuro. Od przygotowań w Katmandu, przez wyczerpującą wędrówkę z szerpami po samą wspinaczkę na najwyższą górę świata. Film powstał w 1975 r., sama wyprawa miała miejsce pięć lat wcześniej. Nie obyło się na niej bez dramatów. Ośmiu tragarzy zginęło pod zwałami lodu. W końcu jednak 37-letni narciarz, podróżnik i poeta zjechał z pokrytego lodem wzgórza, o nachyleniu 40–45 stopni. Kilka minut zjazdu z wysokości ponad 7000 metrów było rekordowe. Miuro osiągnął ponad 170 km/h.

Co ciekawe, Japończyk powrócił na Everest po 38 latach i został tym samym jednym z dwóch ludzi, którzy zdobyli najwyższy szczyt po ukończeniu 75. roku życia. O swojej zjazdowej wyprawie na Mount Everest mówił, powątpiewając: „To sukces czy porażka?”. Patrząc na dokument „Człowiek, który zjechał z Everestu” z dzisiejszej perspektywy, na pewno można wyprawę uznać za sukces. Wspinacze mieli na sobie sprzęt, który dzisiaj nadaje się do muzeum. Plecaki ze stelażem, buty, kurtki, czekany – to wszystko pochodzi przecież z lat 60. Całość ogląda się trochę jak wyprawę szaleńców, choć dobrze przygotowaną. Najbardziej zapierający dech jest oczywiście finał filmu. Sekwencja słusznie nazywana jest jednym z najbardziej emocjonujących nagrań w historii kina. Trudno ją przebić.

Człowiek, który zjechał z Everestu | TVP Kultura | 13 lipca | godz. 13.20