Autopromocja

Eustachy Rylski: Nas nie sprawdzono

Eustachy Rylski
Eustachy RylskiAgencja Gazeta / Fot. Adam Kozak AG
29 kwietnia 2013

Zastanawiam się, co by się stało, gdyby mnie jako pisarza zastały czasy stalinowskie. I z ręką na sercu: nie wiem – mówi Eustachy Rylski. Właśnie ukazała się jego nowa powieść „Obok Julii”.

Dlaczego pana wybór padł akurat na rok 1963?

1307109-eustachy-rylski-obok-julii.jpg
Eustachy Rylski "Obok Julii" - recenzja

Bo to powrót do młodości. Kiedy zacząłem myśleć o tym jednym dniu w połowie 1963 roku, przyszedł mi do głowy upał, nieprawdopodobnie długie lato, wyjątkowe. Optimum możliwości fizycznych – miałem wtedy skończone 18 lat. I to się już nigdy nie powtórzyło, taka lojalność organizmu, jakby to lato wytopiło ze mnie wszystkie toksyny, choroby, niedoskonałości.Do tego romanse z dziewczynami. A przede wszystkim Hemingway. Czytaliśmy go namiętnie.On bardzo korespondował z tym latem, z moją pracą w bazie transportowej, z moimi kumplami, z którymi tworzyliśmy krąg zagorzałych sympatyków tego pisarza. I muszę panu powiedzieć, że kiedy teraz, na starość, wracam do jego książek, to mocno się zastanawiam, dlaczego był dla mnie taki ważny. I sądzę, że on miał jedną niezwykłą cechę: niesłychanie zaostrzał apetyt na życie, umiejąc przecież pisać jedynie o śmierci ludzi i zwierząt.To nas chyba wtedy rajcowało, właśnie ten apetyt na życie, na przygody. Gadanie o tym, że istniał swego rodzaju Hemingwayowski kodeks honorowy, mitologia męskości, rycerskości, zobowiązania wobec sprawy czy narodu, to pustosłowie – on się obsesyjnie interesował tylko jedną rzeczą: poszukiwaniem przyjemności. Wszystko to były przyjemności: polowania, kobiety,wojny. „Obok Julii” też traktuje o przyjemnościach, oczywiście na miarę zapyziałej sudeckiej kotliny.

Ale z Hemingwaya się wyrasta

Oczywiście. Niemniej wtedy nie tyle się nim interesowaliśmy, ile byliśmy dosłownie wyznawcami jego religii.Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to był mitoman. Potem szukałem w literaturze prawdziwych wzorców męskości i znajdowałem je gdzie indziej: u Montherlanta, u Malraux, u Camusa. A Hemingway – no cóż – był mitomanem. Ale uwodzicielskim, trochę pajacowatym.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png