Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami „Dzień kobiet” to film ważny i potrzebny, ale niestety nie do końca udany.
Oglądanie pełnometrażowego debiutu reżyserskiego Marii Sadowskiej przypomina czas spędzony ze „Sprawą dla reportera”. Jest sytuacja, która wymaga interwencji, jedzie ekipa, robi materiał, z obu stron padają oskarżenia i mocne słowa, ale po wszystkim wszystko wraca do poprzedniego stanu. Podstawą scenariusza „Dnia kobiet” były głośne sprawy związane z nieludzkim traktowaniem pracowników dużych sieci handlowych. Tu mamy cały ponury kalejdoskop: od wymuszonych – i oczywiście bezpłatnych – nadgodzin, poprzez sugestię, że kasjerki powinny nosić pieluchy dla dorosłych, zamiast robić przerwy w pracy, aż po przykrytego foliowym workiem nieboszczyka, którego klienci muszą omijać wózkami, bo przecież sklepu zamknąć nie można. Ten groteskowy, a jednocześnie przerażający świat oglądamy oczami Haliny (Katarzyna Kwiatkowska). Jest kasjerką w sklepie Motylek (entomologiczne skojarzenia wskazane), ale niespodziewany awans daje jej szansę na lepsze życie. Pod warunkiem że zaakceptuje brudne reguły gry: teraz to ona musi wykorzystywać, poniżać i obrażać swoje dawne koleżanki. Halina początkowo podporządkowuje się nowym zasadom, ale potem postanawia wypowiedzieć wojnę bezdusznej korporacji. I dopiero wtedy zaczynają się prawdziwe kłopoty.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.