"Będziesz legendą, człowieku" to nie jest film wyłącznie o Euro 2012. Dokument Marcina Koszałki stanowi wyrazisty twórczy autograf reżysera.
Koszałka objawił się w polskim dokumencie jako urodzony skandalista, jednak szybko nawet najbardziej zagorzali oponenci pierwszych filmów reżysera zrozumieli, że skandalista jest także wyjątkowo utalentowanym, wrażliwym i nieprzeniknionym artystą.
Dzisiaj, mając na koncie kilkanaście autorskich dokumentów oraz pewnie drugie tyle tytułów, przy których pracował jako operator, reżyser nie musi serwować terapii szokowej. Wie dobrze, że prawie wszystko zostało pokazane, powiedziane i przetrawione. Dlatego coraz częściej sięga w głąb bulwersujących historii po to, by odnaleźć w nich psychologiczny kontekst usytuowany w profilach bezbłędnie wybranych bohaterów. Taki jest również dokument Koszałki o Euro: pozbawiony niedyskrecji z piłkarskiej szatni, brudów i oskarżeń. Są oczywiście widowiskowo nakręcone fragmenty meczów sfilmowane przez czołówkę polskich operatorów, ale nie one stanowią o sile filmu. Atutem są ludzie, piłkarze. Drużyna w ujęciu dokumentalisty staje się częścią medialnej machiny. Najlepsi zawodnicy zarabiają miliony, mają status celebrytów. Żel na włosach, siłownia, tatuaże w smoki i chińskie wzory, kolorowe soczewki kontaktowe. Prężą się do zdjęć, noszą markowe ciuchy. Nowy kanon piękna czy kryzys męskości?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.