Autopromocja

"Promised Land" - recenzja

Matt Damon w filmie "Promised Land"
Matt Damon w filmie "Promised Land"Media
26 lutego 2013

Gus Van Sant w swoim najnowszym filmie zabrał się do gorącego tematu, a jednak „Promised Land” spotkał się co najwyżej z letnim przyjęciem. Tymczasem gaz łupkowy – o który toczy się filmowy spór – jest tu jedynie pretekstem do opowiadania o ludziach.

John Krasinski, współscenarzysta filmu i odtwórca jednej z głównych ról, zdradził, że w pierwotnej wersji tematem były inne alternatywne źródła energii. Van Sant zdecydował się ostatecznie na gaz łupkowy, by dołączyć do dyskusji na ten temat. Ujmując rzecz prosto – liczył na rozgłos, który zapewniłby mu widzów. Pożądanego efektu nie odniósł, w USA film okazał się finansową porażką.

„Promised Land”wywołał odrobinę kontrowersji, odezwało się parę oburzonych głosów, zwolennicy wydobywania gazu łupkowego krzywili się z niesmakiem, ekolodzy Van Santowi przyklasnęli. I na tym koniec. Szkoda, bo w tej niemrawej dyskusji umknęło to, co w filmie twórcy „Słonia”najważniejsze i najciekawsze. Oczywiście Van Sant zajmuje w sprawie gazu łupkowego jasne stanowisko, ale unika efekciarskiej retoryki, jaką pamiętamy choćby z nominowanego do Oscara (i skądinąd świetnego) dokumentu Josha Foksa „Kraj gazem płynący”). Ostatecznie nie chodzi przecież o szczelinowanie, gaz, dyskusję, czy istnieje alternatywa wobec ropy naftowej i węgla.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png