Czy korzystniej inwestować w łagodne pejzaże o sennym kolorycie czy kipiące zwierzęcą energią erotyki?
Media

Jak wskazują analizy UBS i Art Basel, rynek dzieł wyraźnie zjednał sobie inwestorów, nie wyhamowując w pandemicznym kryzysie - twierdzą eksperci ze stołecznej Piękna Gallery, która 25 listopada przeprowadzi jedną z barwniejszych aukcji w sezonie. Na przykładach z katalogu widać niezbicie, że za potencjałem inwestycyjnym każdego z obiektów stać mogą inne czynniki: liryczne malarstwo Stanisława Fijałkowskiego drożeje z zupełnie innych przyczyn niż chociażby tętniące różem i błękitem miasta Edwarda Dwurnika.

Czytelnik, który w ramach wytężonego treningu skupi teraz strzępki uwagi na sztuce głęboko metafizycznej, w nagrodę dowie się, czy warto zainwestować w obraz Dwurnika - tak mógłby wyglądać skromnie zakrojony szantaż, którego celem byłoby zwabienie odbiorcy w prawdziwie mglisty i wyciszony dorobek Stanisława Fijałkowskiego. Wystawiona na środową aukcję praca „Zupełnie nowa autostrada I” licytowana będzie od 90 000 zł, przy czym najistotniejsza jest informacja, że wcale nie musimy biegle rozszyfrowywać, co przedstawia.
W twórczości Stanisława Fijałkowskiego symbole zasiewają tylko myśl, która snuć się może dalej najodleglejszymi trasami - każdemu przypomina przecież o czymś droga, która gwałtownie zakręca, żeby w końcu urwać się w czarnej kresce horyzontu. Sprowadzając tę malarską poezję do kategorii rynkowych, dochodzimy do pierwszego wniosku: obrazy Stanisława Fijałkowskiego są na tyle uniwersalne, że popyt na nie może być zgłaszany zarówno nad Wisłą, jak i za oceanem.

Reklama

- Potwierdza to wystawa profesora Fijałkowskiego w Nowym Jorku z 2017 r., którą branżowe media uznały wtedy na jedno z najgłośniejszych wydarzeń w mieście, w którym odbywa się przecież około 800 wystaw jednocześnie. To wielki sukces - malarstwo artysty, wystawiane zresztą w słynnym muzeum MoMA, doceniło wielu nowojorskich krytyków. Zafascynowała ich poetyka kompozycji, metafizyka i filozofia wypowiedzi autora pokazana w obrazach pełnych uczuć i emocji - komentuje kolekcjoner Sławomir Górecki, dodając na końcu, że Stanisław Fijałkowski odszedł 4 listopada tego roku. Dokładnie tego dnia, w którym 98 lat temu przyszedł na świat.

Media

Reklama

Król każdej dzielnicy

Miejskie widoki Edwarda Dwurnika są jak „Król” Szczepana Twardocha albo jak nucona we wszystkich zakątkach „melodia małomiasteczkowa” - należą do rozpoznawalnych przebojów, klasyków naszej wyboistej epoki. 25 listopada na aukcję w Piękna Gallery wystawiony zostanie jeden z portretów, jakie Dwurnik malował miastom widzianym jakby z okien nisko kołującego szybowca - „Lublin”, z 1980 r.

Jak wskazują notowania z ostatnich miesięcy, pandemia trawiąca mnóstwo sektorów, właśnie dla tych miejskich panoram okazała się być łaskawa nad wyraz i malarstwo Edwarda Dwurnika umocniło tylko swoją pozycję na rynku. Czemu?
- Pandemia spowodowała wzrost zainteresowania inwestowaniem w dzieła sztuki, które już od wieków uchodzą za jedną z najbezpieczniejszych lokat na czas gospodarczych zawirowań. Osoby zaczynające teraz swoją przygodę z kolekcjonowaniem, sięgają w pierwszej kolejności po nazwiska im znane. Edward Dwurnik zapracował na swoją rozpoznawalność, dlatego popyt właśnie na jego prace jest teraz bardzo wysoki. Kupować należy jednak z głową. Warto inwestować w ważne i bardzo dobre prace Dwurnika, bo to one będą zyskiwać na wartości - komentuje Stefania Olbrycht z Piękna Gallery, przyglądając się dekoracyjnemu widokowi Lublina, którego szacowana wartość dochodzi do 100 000 zł.

Media

Erotyk do zostawania w domu

Z czynników decydujących o inwestycyjnym potencjale dzieła wymienione zostały już uniwersalność przekazu, międzynarodowe uznanie dla autora, a także - jak w przypadku miejskich gęstwin Dwurnika - szeroka lokalna rozpoznawalność. Pora na kolejny aspekt bezbłędnie podnoszący stawkę, a jest nim erotyzm - siła kipiąca witalnością niekiedy bez względu na lockdown.

Jak wskazują eksperci z Piękna Gallery, trudno wskazać wyższej rangi mistrza współczesnych erotyków od Jana Dobkowskiego, którego „Intymne pole” licytowane będzie w środę od 8000 zł. Wycięte w karmelowym drewnie, miękkie zaokrąglenia kobiet należą do wąskiej serii zaledwie trzech prac wykonanych przez artystę w tej wymagającej technice.

Jan Dobkowski rozpoznawalny jest właśnie z tych płynnie biegnących linii, z których na płótnie układa się tętniący życiem taniec nabrzmiałych kształtów - erotyka rozumiana jest przez niego nie tyle jako akt czysto sypialniany, ale jako cały płodny ekosystem, zapełniający ciasną planetę gatunkami istnień. Trudno nie odnieść też wrażenia, że i tak ponadczasowa tematyka artysty, potęguje jeszcze swoją aktualność w świetle wypowiedzi autora w wywiadzie z Elżbietą Dzikowską. „Wszystko może ludzi dzielić, ale nie erotyka” - stwierdził Jan Dobkowski, przyrównując swoje malarstwo do wierzeń pierwotnych, w których pokłon składało się matczynym bóstwom.

Media

Czy młoda sztuka chroni od ryzyka?

Nie opuszczając kontekstów rynkowych, soczystej erotyce Jana Dobkowskiego przeciwstawić można goszczący w tym samym katalogu pejzaż wywodzący się poniekąd z romantyzmu XIX wieku, choć powstały rok temu. Malowany olejną farbą „Czas” Łukasza Patelczyka ma estymację - czyli spodziewaną wartość na aukcji - w przedziale 12 000 - 15 000 zł i od razu nasuwa pytanie, czy dla inwestora kalkulującego ryzyko, sztuka aktualna to równie bezpieczny wybór.

- Wiele osób myśli, że inwestycja w młodych artystów musi wiązać się ze sporym ryzykiem. Otóż nie, jeśli tylko zaufamy profesjonalistom, którzy bacznie obserwują ich twórczość. Doświadczony galerzysta ma narzędzia i wiedzę, dzięki którym potrafi celnie wytypować najlepiej rokujących artystów. Łukasza Patelczyka zdecydowanie można do takiego grona zaliczyć - to malarz doceniony już przez polskich kolekcjonerów, który właśnie szykuje się do swojej pierwszej solowej wystawy w Nowym Jorku - komentuje Stefania Olbrycht, wymieniając w tej grupie również cenionego za wszechstronność Jakuba Słomkowskiego.

Twórczość Łukasza Patelczyka przedstawia głównie naturę całkowicie odludną i cichą, trwającą wśród nagich szczytów, rytmu dnia i księżyca, powoli drążonych zakoli rzek. Jedyne, co te krajobrazy zaburza, dzieje się w warstwie abstrakcyjnej - płaskich półprzezroczystych figur czy geometrycznych punktów. Na czas społecznego dystansu i gospodarczego kryzysu, to być może jedyna słodko nieskażona kraina, do której można się przedostać, nie uczestnicząc w ruchu lotniczym.

Media

Więcej o sylwetkach artystów i progach cenowych przeczytać można w katalogu aukcji na platformie Artinfo oraz OneBid: https://onebid.pl/pl/auction/-/1791

Autor: LM