Odrodzenie państwa było również czasem wielkiej mobilizacji Polek, które postanowiły upomnieć się o swoje prawa polityczne – i zrobiły to niezwykle skutecznie.
Już pierwszego dnia po przybyciu Józefa Piłsudskiego do Warszawy z więzienia w Magdeburgu 51-letnia Justyna Budzińska-Tylicka, międzynarodowa działaczka feministyczna, zażądała od niego w imieniu Centralnego Komitetu Równouprawnienia Kobiet wydania dekretu o przyznaniu Polkom tych samych praw politycznych, jakie mają mężczyźni. Legenda głosi, że gdy w deszczowy wieczór zdeterminowane kobiety z panią Justyną na czele poszły do willi na Mokotowie, w której Piłsudski zamieszkał ze swoją partnerką, Aleksandrą Szczerbińską, nie zostały do niej wpuszczone. Tłukły więc parasolkami w okna, co podobno miało zmiękczyć przyszłego naczelnika.

Zgoda (prawie) powszechna