statystyki

Naszych dzieci nie razi słowo „zajebisty”, tak jak nas nie razi „syf”. Dla mojej prababci to był wulgaryzm straszliwy [WYWIAD MAZURKA]

autor: Robert Mazurek04.09.2020, 08:45; Aktualizacja: 04.09.2020, 10:22
Magdalena Trysińska Fot. Darek Golik

Magdalena Trysińska Fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

Mamy problem z poprawnością polityczną. Może zabraknąć nam słowa, żeby nazwać coś lub kogoś.

Z Magdaleną Trysińską rozmawia Robert Mazurek

Ile polskich słów pani zna?

Dużo.

A ilu z nich pani używa?

Znacznie mniej. À propos, jakiś czas temu sprowokowałam rozmowę z synem, chwaląc się, że mam epicką torbę.

Co on na to?

„Mamo, nie używaj słów, których nie rozumiesz”. „To jaka ta torba może być?” „Zajebista, nie epicka”.

Syn nie wiedział, że…?

…Nie wiedział, od czego pochodzi „zajebisty” i dlatego nie uznawał tego za wulgaryzm. Studenci polonistyki również nie wiedzą.

Epika też im się nie kojarzy z prozą?

Nie, nie, już nie! Kiedyś powiedziałam: „Wiecie, że «Pan Tadeusz» jest epicki?”. „Naprawdę?!”. Oni już znają to słowo głównie z angielskiego „epic”.

Wielu wzięło sobie do serca pojęcie minimum leksykalnego.

I przy nim pozostali. A wie pan, że to im wystarcza?

Trzeba znać, proszę wybaczyć, słowa „j…ć” i „k…a”, by utworzyć z 50 czasowników i przymiotników.

Ta kreatywność językowa, widoczna także przy tych konstrukcjach, jest ogromna i twórcza.

No właśnie…

Powinnam pana pochwalić.

Za mówienie „właśnie” zamiast dokładnie?

Tak, chociaż to „dokładnie” jest już starym błędem językowym, dobrych kilkanaście lat temu to tępiono. Zresztą niektóre błędy i kalki językowe wracają. Przez lata tępiono słowo „wiodący” jako rusycyzm pochodzący od „wieduszczij”, teraz się je tępi jako pochodzące z angielskiego „leading”.

„Nasza wiodąca marka dedykowana dla kobiet”?

Gorzej! Już uniwersytet jest wiodący!

Choć jeszcze nie dedykowany.

Ale już kierunki są dedykowane. Brr, tego nie kupuję.

Co się zmieniło w polszczyźnie przez ostatnie 30 lat?

Bardzo wiele, a te zmiany nastąpiły dynamiczniej niż np. 150 lat temu i dlatego tak łatwo możemy je obserwować.

Pewne słowa zanikły. Nie ma już plenum, egzekutywy, aktywu.

Jak znika coś, co słowo nazywało, to i samo słowo przestaje być potrzebne. To najważniejsza przyczyna zanikania słów. Nie ma już plenum, ale nie zniknęła partia, choć przestała się źle kojarzyć. Nie ma aktywu, lecz są aktywiści, tylko inni, bo miejscy. Niektóre słowa nie zginęły, ale straciły swoje negatywne znaczenie, choćby perswazja. Dla moich studentów to słowo obojętne, a nam kojarzyła się kiedyś źle, z manipulacją.

W roku 1989, w Komitecie Obywatelskim w prowincjonalnym miasteczku rozlepiałem plakaty, rozdawałem ulotki, gazety, organizowałem spotkania wyborcze.

Dziś, robiąc takie rzeczy, zajmowałby się pan politycznym PR-em.

A wtedy? Za co ja tam odpowiadałem, przecież nie za propagandę, bo propaganda była wtedy tylko partyjna, komunistyczna.


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (1)

  • obserwator(2020-09-04 09:39) Zgłoś naruszenie 20

    nic dziwnego, skoro w np, w filmach używa się takich slow jak przecinka w zdaniu, chociazby slynne Psy, także nasi politycy bardzo często ich uzywaja, co pokazano na taśmach nagranych u Sowy, szkoda, że taka "kultura" się szerzy

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie