statystyki

Intratne pięć minut Osetii Południowej [Fragment książki „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu”]

autor: Michał Potocki, Karolina Baca-Pogorzelska04.04.2020, 14:00
Karolina Baca-Pogorzelska, Michał Potocki, „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu”, Wydawnictwo Czarne 2020.

Karolina Baca-Pogorzelska, Michał Potocki, „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu”, Wydawnictwo Czarne 2020.źródło: Materiały Prasowe

Gdy wybuchła wojna na Donbasie, Osetia Południowa nagle zrobiła się potrzebna. Zaczęło się południowoosetyjskie, całkiem intratne pięć minut.

N iepodległości Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych nie uznał nikt na świecie. No, prawie nikt. Udawane republiki uznały siebie nawzajem – choć była to raczej szorstka przyjaźń, w ramach której na granicach stawiano posterunki celne, siły DRL pomagały w puczu w Ługańsku, a separatyści nakładali na siebie nawzajem embarga na wódkę i papierosy. Ale uznała je też Osetia Południowa, region oderwany od Gruzji w latach 90., o który Tbilisi i Moskwa stoczyli pięciodniową wojnę w 2008 r.

Magazyn. Okładka. 3.04.2020

Magazyn. Okładka. 3.04.2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Osetia Południowa jest najmniej sensownym quasi-państwem świata. Mieszka tam tylu ludzi co w stolicy powiatu, prowadzi przez nie jedna droga, która w zimie bywa nieprzejezdna. Lotniska brak, podobnie jak dostępu do morza. Nie produkuje się tam nic poza winem i cychtem, słonym serem z koziego mleka, więc 97 proc. jej budżetu stanowią rosyjskie dotacje. Mimo to Rosja po wojnie z Gruzinami uznała jej niepodległość, za nią to samo uczyniły Nauru, Nikaragua, Syria i Wenezuela, a Tuvalu i Vanuatu z takiego uznania się szybko wycofały. Dla Moskwy to po prostu wielka baza wojskowa. Nasi rozmówcy z Tbilisi szacują, że na dwóch Osetyjczyków przypada tam jeden rosyjski żołnierz.


Pozostało jeszcze 83% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Reklama

Komentarze (1)

  • kaloo(2020-04-05 12:20) Zgłoś naruszenie 00

    Jakz wykle jednostronna przesada zawodowych rusofobów.Gdyby pojęcie niepodległości i jej uznaniowość była zbrodnią,to jak nazwać uznanie Kosowa przez "naszych"?Zwłaszcza,że jedynym "towarem" eksportowym w onych czasach były narkotyki.No chyba,że "ta"nobilitacja miała być rekompensatą za brak umowy handlowej z tym omc państwem.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie