statystyki

Polacy chcieli przejąć Zaolzie. Rokowania toczyły się u Stalina

autor: Wojciech Lada06.03.2020, 09:03; Aktualizacja: 06.03.2020, 09:06
Do walk nie doszło na skutek interwencji Stalina

Do walk nie doszło na skutek interwencji Stalinaźródło: ShutterStock

Po II wojnie światowej Polacy ponownie planowali zajęcie Zaolzia. W lipcu 1945 r. powstała w tym celu tajna komórka wojskowa, podlegająca władzom w Warszawie.

W c zesną jesienią 1945 r. Stanisław Mrowczyk wydrukował gazetkę – jej zaletą był niewielki format, co ułatwiało kolportaż. Nosiła tytuł „Głos Zaolziański”, na pierwszej stronie widniało godło Polski, zaś w artykułach słowo „Polska” przewijało się kilkakrotnie w każdym niemal zdaniu.

Oprócz haseł „Żądamy przyłączenia Zaolzia do Polski” oraz fragmentów „Roty” zawierała głównie wypowiedzi polskich polityków. Chętnie cytowano premiera Edwarda Osóbkę-Morawskiego: „Problem Zaolzia musi być uregulowany zgodnie z zasadami samostanowienia narodów (…) Na zasadach demokratycznych oparte rozwiązanie, słuszne tak z punktu widzenia etnicznego, jak i historycznego, jakim jest przyłączenie do terenu Śląska Zaolzia, zamieszkałego przez większość polską”.

Autorzy gazetki podpisali się jako „Polscy patrioci na Zaolziu”, adres wskazywał, że została wydrukowana w czechosłowackich Boguminie oraz Brnie, co miało wskazywać na akcję lokalną. W rzeczywistości „Głos Zaolziański” drukowany był w Częstochowie, a gazetkę przygotowali członkowie tajnej komórki polskiej armii, noszącej nazwę Sztabu Zaolziańskiego.

Celem jej powołania było przygotowanie gruntu pod przejęcie tego regionu przez Polskę. W porozumieniu z Józefem Stalinem i najprawdopodobniej z jego inspiracji – miał to być nacisk na Czechosłowację, której sytuacja ustrojowa nie była jeszcze w tym momencie do końca jasna.

Swoiste stosunki zaufania

Stanisław Mrowczyk miał wówczas 26 lat, urodził się na Zaolziu. Pochodził z ewangelickiej rodziny, posiadającej m.in. tartak, piekarnię, gospodę i mnóstwo nieruchomości. Ukończył gimnazjum w Cieszynie, a w 1937 r. podjął studia na Akademii Górniczej w Krakowie. Ani jego rodzina, ani on sam nie byli komunistami, choć większość mieszkających na Zaolziu Polaków oddawała głos na Komunistyczną Partię Czechosłowacji. Wynikało to jednak bardziej z oporu przeciw antypolskiej polityce praskiego rządu niż przekonań ideowych.

„Wojna przyniosła mi nieudaną ucieczkę na wschód, powrót, odbudowywanie mostu na Olzie, zniszczonego – jak głosił napis – przez polskich bandytów, próbę kontynuowania studiów, uchylenie się od robót przymusowych w Brunszwiku, wyjazd do Wiednia w nadziei przedostania się na Węgry i do Francji – do polskiej armii, pracę w fabryce pomp, stwierdzenie przez tamtejsze, fabryczne Gestapo uchylenia się od robót przymusowych i wezwanie na policję. Potem zostałem wcielony do Wehrmachtu mimo posiadanych jednoznacznych dokumentów, tzw. palcówki, w której stwierdziłem swoją narodowość, swój język jednoznacznie polski” – opowiadał (jego wspomnienia ukazały się w „Przeglądzie historycznym”). W niemieckiej armii nie powalczył długo. Wysłany na front wschodni zdezerterował, siedział w obozach „po jednej i drugiej stronie Uralu”, wreszcie wstąpił do formującej się w Sielcach I Armii Polskiej Zygmunta Berlinga. Dalszą część wojennej tułaczki odbył w jej szeregach, w grupie operacyjnej „Śląsk”.

Jeszcze w Sielcach poznał postać, która zaważyła i na jego życiu, i na działalności przyszłego Sztabu Zaolziańskiego – por. Stanisława Mazurka, przedwojennego komunistę, ale butnego i nieustannie skonfliktowanego z partyjnymi władzami. „Dostał się do armii Andersa, lecz za komunistyczną propagandę został osądzony przez sąd wojenny, a że gen. Anders nie posiadał swoich aresztów – karę za komunistyczną propagandę odsiadywał – jakby to nie było dziwne – w sowieckim więzieniu. Już w PRL (…) został z partii wyrzucony i nawet pomimo swej przeszłości nie otrzymywał emerytury przyznawanej byłym członkom partii” – opowiadał Mrowczyk, który wraz z Mazurkiem dotarł z początkiem lipca 1945 r. do Katowic.

Po kilku tygodniach do ich kwatery przybył płk Konrad Świetlik. Wówczas oficer polityczny, szef Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP, ale już wkrótce, w randze generała, wiceminister bezpieczeństwa publicznego. Rozmowy, którą Świetlik odbył wtedy z Mazurkiem, Mrowczyk nie słyszał. „Jako bezpartyjny, zarówno w służbie generała, jak i w korpusie oficerów polityczno-wychowawczych, odczuwałem różnicę, jaka istniała między wtajemniczonymi, tj. partyjnymi, i resztą” – mówił.

W rozmowie nie uczestniczył, ale bezpośrednio po niej otrzymał rozkaz dołączenia do Sztabu Zaolziańskiego. Nie ukrywał, że się z niego bardzo ucieszył.

Marszałek straszy wkroczeniem


Pozostało 71% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie