statystyki

Władza nad językiem to pole działania zbyt cenne, by leżało odłogiem

autor: Piotr Kofta17.01.2020, 06:00; Aktualizacja: 17.01.2020, 08:51
Pomnik na miejscu katastrofy w Smoleńsku

Pomnik na miejscu katastrofy w Smoleńskuźródło: ShutterStock

Ten, któremu uda się podstawić swoje przenośnie w miejsce tych wcześniej użytkowanych przez ludzkie umysły, zdobywa znaczącą przewagę nad oponentami. PiS jest w tym mistrzem.

W ładza nad językiem – kontrolowanie społecznej i politycznej rzeczywistości za pomocą słów – kojarzy się nam z powieścią „Rok 1984” George’a Orwella bądź innymi dziełami kultury wymierzonymi w totalitarne utopie wszelkiej maści, z reportażami z Korei Północnej, ewentualnie (w formie bardziej tragikomicznej) z partyjnym ględzeniem rodem z PRL-u. Po transformacji ustrojowej rozsmakowaliśmy się w wolności słowa i w przekonaniu, że nikt już nie będzie w stanie narzucić nam jednolitej narracji i wizji świata, bo zmieniliśmy jego architekturę. To była, rzecz jasna, iluzja: lata 90. przemawiały perswazyjnie narzeczem reklamy, ucząc nas neoliberalnego kapitalizmu, bycia konsumentem, dyspozycyjności i elastyczności, mamiąc nas emeryturą pod palmami, potępiając roszczeniowość, strasząc pijanym i wykolejonym pegeerem, stępiając w nas wrażliwość na ludzką krzywdę. Ciekaw jestem, czy istnieje jakiś spójny słownik ówczesnej propagandy sukcesu – w każdym razie byłby fascynującą lekturą.

Innymi słowy, władza nad językiem to pole działania zbyt cenne, by leżało odłogiem. Wszystko to jednak przez lata odbywało się w miarę dyskretnie, bez jasno sformułowanych ośrodków nadawczych, w bardzo ogólnie sformułowanym kontekście postępu cywilizacyjnego i powrotu do Europy. Oczywiście wśród wielu konkurujących dyskursów praktycznie od początku transformacji wybrzmiewał również ten prawicowy, postromantyczny, katolicki, nacjonalistyczny, wpatrzony w przeszłość, wzywający do zemsty i rozliczeń – dobijał się do mainstreamu, zawsze jednak był głosem mniejszościowym i niejednorodnym (nawet jako głos rządu w latach 2005–2007).

Wydaje się, że jako społeczeństwo byliśmy nieprzygotowani na to, co się wydarzyło w 2015 r. i w latach późniejszych – owa rozpaczliwa bezradność obejmuje wiele sfer, o których trudno tu szerzej rozprawiać; ktoś bardziej złośliwy ode mnie mógłby powiedzieć, że była to kara boska za pychę oraz ogólny brak wyobraźni i empatii.

Z punktu widzenia tego tekstu najistotniejszy wydaje się inny brak: brak szczepionki na skonsolidowany, domknięty, przemyślany model patriotyzmu, jaki po 2015 r. zaprezentowała prawica pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego. Szeroko – i błyskotliwie – pisze o tym Marcin Napiórkowski w książce „Turbopatriotyzm” (Czarne 2019), wskazując, że PiS (z przybudówkami) zawdzięcza swój sukces zarówno odwołaniu się do skrajnie prawicowej retoryki brutalnego wykluczania wrogów, mitu wiecznego powrotu i obsesji niepodległościowej, jak i rozwinięciu „godnościowego” programu pozytywnego oraz nabyciu umiejętności korzystania z rozwiązań właściwych dotąd „obozowi postępu” (biegłość w posługiwaniu się mediami społecznościowymi, przekierowanie strumienia pieniędzy z państwowych spółek na własne potrzeby). I nie ma znaczenia to, że – o czym warto nieustająco przypominać – PiS uprawia politykę ultraliberalną, przerzucając za pomocą uniwersalnych świadczeń odpowiedzialność za funkcjonowanie podstawowych usług społecznych z państwa na obywateli (chcesz lepszej szkoły dla swojego dziecka? Zapłać – daliśmy ci pieniądze. Nie chcesz stać w kolejce do lekarza? Zapłać – dostałeś kasę. Chcesz pomocy przy opiece nad starzejącymi się rodzicami? Płać – masz od nas forsę). Tym, co ma znaczenie, jest metaforyczny język, którym prawica pragnęłaby zacementować swoją hegemonię.


Pozostało 81% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

  • rr(2020-01-23 08:00) Zgłoś naruszenie 00

    Próba zawłaszczenia języka - to raczej domena lewicy. Jakaś "mowa nienawiści" wykreowana na przestępstwo, mimo że w KK coś takiego nie istnieje. Nazywanie nielegalnej emigracji - uchodźctwem. Nazywanie terrorystycznych mordów - incydentami etc...etc... Teraz jeszcze chcą wmówić, że to pawica zawłaszcza język.

    Odpowiedz
  • Robol(2020-01-23 21:46) Zgłoś naruszenie 00

    Panie cenzor. Tragikomedia to jest Pana i tego redaktora robota. Te karkołomne wynurzenia to jest mistrzostwo dla garstki. W Polsce Ludowej partyjne informacje były zrozumiałe dla przeciętnego człowieka. Zrozumiano kursanty?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie